Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 15 czerwca 2026 02:27
Reklama baner reklamowy
Reklama

Gm. Żmudź: Motolotniarz spadł i zaginął

W nocy z wtorku na środę motolotniarz spadł na pola w okolicach Maziarni. Szukała go policja i straż graniczna. Jego maszynę znaleźli wezwani na pomoc strażacy z OSP w Wojsławicach.

Strażacy z OSP wraz z policjantami przeszukali teren, gdzie widziano spadającą motolotnię. Po około godzinie natrafili na porzuconą maszynę. Motolotnia miała nieznaczne ślady uszkodzeń. Człowieka, który nią przyleciał, nie udało się odnaleźć. Uciekł z miejsca kraksy. W niedalekiej odległości pozostawiono też samochód. 

- To na pewno nikt od nas. Mogę się domyślać, że w grę wchodzi przemyt. Nisko lecąca motolotnia jest praktycznie nie do wykrycia. Były już kiedyś podobne próby przemytu - mówi Mariusz Dziuba z Krasnostawskiego Stowarzyszenia Paralotniowego.

Każdy może sobie kupić motolotnię i nie musi być ona oznakowana. Właściciel może jej nadać numery, ale nie jest to wymagane. To wymarzone maszyny do przemytu. By legalnie nimi latać, trzeba mieć ukończone szkolenie motolotniowe i zdać egzamin państwowy. Wystarczy mieć ponad 15 lat i sporo kasy. Jedna ze szkół motolotniowych oferuje szkolenie za 11 tys. zł. Kosztowne są też maszyny, które powinny mieć niezbędne dokumenty. Najwidoczniej motolotniarz, który spadł na pola w Maziarni, miał powody, by czmychnąć.

- Motolotnia może lecieć 100 km na godzinę. Jeśli jest nisko, radary jej nie wychwycą. My, organizując przeloty paralotniarzy, zawsze je zgłaszamy, informując odpowiednie służby przed wylotem i po wylądowaniu. Dzięki temu nawet jeśli ktoś nas zauważy lub gdy nas radar wychwyci, nie mamy żadnych problemów. Robimy to legalnie. O tym przelocie nad Maziarnią nie wiemy nic. To totalna samowola - dodaje Dziuba.

Policja nie znalazła motolotniarza i uznała, że to jednak temat dla pograniczników.

- Przekazaliśmy sprawę straży granicznej - poinformowała następnego dnia rzeczniczka policji Ewa Czyż.

Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej z Placówki w Dołhobyczowie zauważyli ten obiekt latający podczas prowadzonych działań związanych z ochroną granicy państwowej. Leciał ze wschodu na dość dużej wysokości. Podejrzewając, iż może to być motolotnia użyta do przemytu nielegalnego towaru, monitorowali jej dalszy przelot.

- Szukamy pilota. Jest podejrzenie, że miało miejsce nielegalne przekroczenie granicy - potwierdził Dariusz Sienicki, rzecznik prasowy komendanta Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej.

Niedługo później paralotniarz został odnaleziony na terenie powiatu hrubieszowskiego. Zatrzymali go funkcjonariusze NOSG z Horodła. Przyznał się, że nielegalnie przekroczył granicę państwową i przemycił 2 tys. paczek papierosów o wartości blisko 30 tys. zł. Wylądował awaryjnie na polach w pobliżu Maziarni z powodu problemów technicznych z motolotnią. Na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń.

- W ubiegłym roku w Zbereżu był podobny przypadek. Potrzebna była pomoc medyczna, bo mężczyzna, który leciał motolotnią ucierpiał podczas lądowania - mówi Sienicki.

Zatrzymany w powiecie hrubieszowskim Ukrainiec otrzymał zarzuty nielegalnego przekroczenia granicy państw i przemytu papierosów bez akcyzy. Następnie został przekazany służbom granicznym Ukrainy na przejściu z Dołhobyczowie.

- Poszukujemy polskich odbiorców papierosów przemyconych przez tego mężczyznę -  dodaje Sienicki. 

Teraz czytane: Tegoroczny Jarmark Pawłowski ze szczepieniem

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama Nieruchomości
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama