Wójt Jarosław Walczuk: "Sprawa jest zamknięta. ZUK nie zgłosił incydentu policji"
Sprawa wróciła podczas XXIV sesji Rady Gminy Ruda-Huta, która odbyła się 15 października 2026 roku. Wójt Jarosław Walczuk przedstawił radnym wyjaśnienia prezesa Zakładu Usług Komunalnych w Rudzie-Hucie Sp. z o.o. Krzysztofa Mazurka. Dokument został sporządzony 15 września w odpowiedzi na wniosek radnego Bogdana Sawickiego.
Z odczytanego przez wójta pisma wynika, że prezes ZUK przeprowadził oględziny zrekultywowanego terenu po dawnej kopalni piasku 21 sierpnia 2026 roku. Zauważył pojedyncze ślady kół na skarpach oraz liczniejsze ślady na dnie zbiornika. Te ostatnie były już jednak rozmyte przez opady deszczu, a ich głębokość nie przekraczała kilku centymetrów. Prezes Mazurek ocenił, że straty materialne były znikome i niezwykle trudne do oszacowania. Zwrócił również uwagę, że znacznie większe zniszczenia na skarpach spowodowały ulewne deszcze.
W konsekwencji prezes ZUK zdecydował, że incydent nie zostanie zgłoszony policji. Zamiast tego przeprowadził rozmowę dyscyplinującą z mieszkańcem gminy Ruda-Huta, wskazanym przez wójta jako uczestnik zdarzenia. Ostrzegł go, że kolejny podobny incydent będzie skutkował skierowaniem sprawy do organów ścigania.
Podczas kolejnej wizji lokalnej, przeprowadzonej 15 września, nie stwierdzono powtórzenia się zdarzenia. Spółka zapowiedziała również ustawienie przy zbiorniku tablic informacyjnych z napisem: „Teren prywatny, wstęp wzbroniony”. Po przedstawieniu tych ustaleń wójt jednoznacznie poparł decyzję prezesa ZUK.
- Uważam tę sprawę za zamkniętą i myślę, że nie ma sensu zawiadamiać policję - mówił Jarosław Walczuk.
Wójt argumentował, że uszkodzenia nie były znaczne, a kierowca nie działał złośliwie.
- Dlatego uważam, że działania, jakie zostały podjęte przez pana prezesa, wystarczą - podsumował sprawę włodarz.
Radny Sawicki: „Dużo dołożyliście starań do tego, żeby sprawę zamieść pod dywan”
Z oceną władz gminy nie zgodził się radny Bogdan Sawicki. W punkcie dotyczącym zapytań i interpelacji skrytykował sposób, w jaki potraktowano sprawę.
- Dużo dołożyliście starań, żeby sprawę zamieść pod dywan - zwrócił się do wójta radny Sawicki.
Zarzucił władzom opieszałość. Zwrócił uwagę, że do zdarzenia doszło prawdopodobnie w czerwcu, natomiast oględziny terenu przeprowadzono dopiero pod koniec sierpnia. Podkreślał, że jego celem nie było ustalenie wysokości strat materialnych, ale doprowadzenie do reakcji służb na zachowanie kierowcy.
- Moim celem nie było wycenienie szkód, tylko powiadomienie organów policji o tym, że chłopcy zrobili sobie rajd na zbiorniku wodnym. Te osoby zostałyby wezwane na policję. Pan dzielnicowy by pokazał film, wystawiłby bilet za udział w okolicznościowej imprezie w postaci 200, 300, 400-złotowego mandatu. I tyle. Mi chodziło o ukaranie ludzi, którzy robią wybryki, a nie robią szkody - przekonywał Sawicki.
Aby wyjaśnić swoje stanowisko, radny posłużył się obrazowym porównaniem. Zestawił sytuację, w której małe dziecko załatwia potrzebę fizjologiczną na schodach urzędu, z hipotetycznym zachowaniem dorosłego mieszkańca. Jak zauważył, po trzech miesiącach w obu przypadkach mogłoby nie być już żadnych strat materialnych, ale sam wybryk nadal pozostawałby faktem i - w jego ocenie - wymagał reakcji.
Sawicki odniósł się również do okresowego wysychania zbiornika w czasie suszy. Ironizował, że w takiej sytuacji można byłoby uznać całe zdarzenie za „fata morganę”, a brak wody potraktować jako argument przemawiający za brakiem przestępstwa. Radny przeprosił także mieszkańców gminy, którzy kontaktowali się z nim i popierali jego stanowisko. Przyznał, że popełnił błąd, nie składając interpelacji na piśmie. Jak stwierdził, pozwoliło to władzom potraktować sprawę w sposób nieformalny.
- Zrobiłem błąd, zrobiłem fuszerkę - podsumował radny.



Napisz komentarz
Komentarze