Prokurator przypomniał, że Cezary L. pracował w zawodzie od 1987 r. i zginął na rok przed planowaną emeryturą. Zaznaczył również, że biegli psychiatrzy uznali Adama Cz. za w pełni poczytalnego, a stwierdzone upojenie alkoholowe miało charakter prosty. Oskarżony wiedział, jak agresywnie reaguje po alkoholu, co zdaniem śledczych wyklucza jakiekolwiek okoliczności łagodzące. Zażądał dla oskarżonego kary dożywotniego pozbawienia wolności i 5 lat pozbawienia praw publicznych za zabójstwo Cezarego L., 20 lat więzienia i 4 lat pozbawienia praw za usiłowanie zabójstwa Mateusza M., a jako karę łączną – dożywocia oraz 8 lat pozbawienia praw publicznych.
– Surowa kara nie przywróci życia, ale pozwoli tę zbrodnię nazwać karygodną. To zbrodnia zasługująca na jak największe potępienie – podsumował oskarżyciel.

Rachunek za krzywdę
Stanowisko prokuratury w całości poparli pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych. Reprezentujący pokrzywdzonego Mateusza M. adwokat Paweł Szyszko podkreślał głębokie rany psychiczne, z jakimi młody medyk boryka się do dzisiaj.
– Mój klient dalej pracuje w zawodzie, ale każdy wyjazd jest dla niego rodzajem traumy i przestrachu. Wstaje każdego dnia do pracy z chęcią niesienia pomocy innym, a tutaj mógł stracić życie. Na jego oczach zamordowano kolegę, z którym jeździł ratować ludzi – mówił mecenas, wnosząc w imieniu Mateusza M. o 50 tys. zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.
Pełnomocniczka żony zmarłego ratownika wniosła o orzeczenie dożywocia oraz zasądzenie 150 tys. zł nawiązki. Zwróciła przy tym uwagę na postawę wdowy, która odmówiła przyjęcia pieniędzy od mordercy męża na własne konto. Pierwotnie rodzina zawnioskowała o przekazanie środków na rzecz domu dziecka w Komarnie. Gdy przewodnicząca składu zwróciła uwagę na brak formalnych podstaw prawnych do wskazania konkretnej placówki w orzeczeniu karnym, pełnomocniczka zmodyfikował wniosek:
– Oskarżycielka nie chce pieniędzy dla siebie, nie chce od oskarżonego żadnych środków. Dlatego wnosimy o zasądzenie nawiązki na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Czytaj też: Śmiertelny wypadek w gminie Siedliszcze. Nie żyje 60-letnia pasażerka
Prosi o umiar
Obrońca oskarżonego zaapelował do sądu, aby nie ulegał emocjom i presji opinii publicznej.
– Wiem, jakie są oczekiwania opinii społecznej, która już wydała wyrok. To zrozumiałe, bo widzi skutek, a nie przyczynę. Sprawy karne rozstrzyga jednak sąd, nie społeczeństwo. Gdyby oskarżony chciał trafić do zakładu karnego, jest wiele sposobów, by to zrobić bez krzywdzenia kogokolwiek – argumentował mecenas, wskazując, że oskarżony z powodu silnego upojenia i uderzenia w głowę mógł nie panować nad swoim zachowaniem.
Na zakończenie głos zabrał sam Adam Cz., który przez cały proces konsekwentnie nie przyznawał się do winy.
– Dlaczego nie ma moich odcisków palców? Dlaczego nikt mi tego nie wyjaśnił? Ja nie miałem żadnego powodu, żeby zabić ratownika. Jak ratownicy dwa razy ratowali mi życie, to o co tu chodzi? Ja nie wiem, ja nic nie pamiętam z tego zajścia. Czy ja jestem takim zwyrodnialcem? – mówił z ławy oskarżonych.
Sędzia Anita Kowalczyk-Makuła zamknęła rozprawę. Wyrok w sprawie ma zostać ogłoszony jeszcze w październiku.

CZYTAJ TEŻ:



Napisz komentarz
Komentarze