Końcówka wakacji to czas, kiedy oferty last minute mogą kusić ceną i bliskim terminem wyjazdu. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) zwraca jednak uwagę, że podczas internetowej rezerwacji klient może być poddawany presji, która utrudnia spokojne porównanie ofert. Komunikaty o ostatnim wolnym pokoju, dużym zainteresowaniu czy promocji, która zaraz się skończy, nie powinny zastępować dokładnego sprawdzenia ceny i warunków wyjazdu.
UOKiK podkreśla, że sama informacja o małej dostępności nie musi być nieprawdziwa. Problem pojawia się wtedy, gdy klient interpretuje ją szerzej, niż wynika to z rzeczywistych danych, albo gdy mechanizm ma przede wszystkim wymusić szybką decyzję.
„Został ostatni pokój”. Ale co to właściwie znaczy?
Jednym z przykładów wskazywanych przez urząd jest komunikat, że został tylko jeden pokój. W praktyce może chodzić o ostatni pokój konkretnego rodzaju albo ostatni dostępny w określonej cenie. Nie musi to oznaczać, że w całym hotelu pozostało tylko jedno wolne miejsce.
Podobnie należy podchodzić do informacji, że dany obiekt ogląda w tej chwili kilka lub kilkanaście osób. Bez dodatkowego wyjaśnienia klient nie wie, czy użytkownicy ci szukają noclegu w tym samym terminie, dla takiej samej liczby osób i w tym samym standardzie. UOKiK radzi więc, żeby nie traktować takiego komunikatu jako dowodu, że oferta za chwilę zniknie.
Szczególną uwagę warto zwrócić na zegary odliczające czas do zakończenia promocji. Jeżeli po odświeżeniu strony licznik zaczyna od początku albo po jego wyzerowaniu nadal obowiązuje ta sama cena i te same warunki, wskazany termin może nie być rzeczywistym końcem promocji. Takie mechanizmy mogą wywoływać sztuczne poczucie pilności.
Komisja Europejska również zalicza fałszywe liczniki czasu do przykładów manipulacyjnych wzorców stosowanych w Internecie.
Dalsza część artykułu na kolejnej stronie:



Napisz komentarz
Komentarze