Do tragedii doszło 26 stycznia br. na terenie powiatu włodawskiego. Jak ustaliła prokuratura, Seweryn T. tego dnia dwukrotnie kierował Oplem Astrą, mimo że nie posiadał wymaganych uprawnień.
Po raz pierwszy około godziny 13:00 jechał samochodem po miejscowościach Wojciechów i Kulczyn-Kolonia. Według ustaleń śledczych miał wówczas we krwi co najmniej 0,97 promila alkoholu.
Kilka godzin później, około godziny 18:15, ponownie wsiadł za kierownicę. Tym razem poruszał się drogą powiatową nr 1624L w Kulczynie-Kolonii. Stężenie alkoholu w jego organizmie miało wynosić co najmniej 1,17 promila.
Pisaliśmy o tym tutaj:
Uderzył w jadącego przed nim rowerzystę
Podczas drugiego przejazdu przed Oplem jechał w tym samym kierunku rowerzysta, Mariusz G. Według prokuratury 31-latek niewłaściwie obserwował drogę, nie zachował należytej ostrożności i nie podjął żadnego manewru obronnego, w tym hamowania.
Samochód uderzył prawym przodem w tył roweru. Rowerzysta doznał rozległych, wielonarządowych obrażeń i zmarł na miejscu. Kierowca bezpośrednio po wypadku miał odjechać.
Kluczowe znaczenie dla ustalenia przebiegu zdarzenia miała opinia biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Wynika z niej, że bezpośrednią i jedyną przyczyną tragedii był błąd kierującego Oplem, polegający na braku reakcji i zaniechaniu hamowania.
Samochód poruszał się z prędkością około 65 km/h, natomiast rowerzysta jechał przy prawej krawędzi jezdni z prędkością około 10 km/h. Zdaniem biegłego obie prędkości były bezpieczne w panujących warunkach.
Rowerzysta poruszał się po zmroku bez wymaganego oświetlenia, a bezpośrednio przed zderzeniem rozpoczął manewr skrętu w lewo. Biegły ocenił jednak, że uchybienia te nie przyczyniły się do wypadku. Stan zagrożenia miał stworzyć wyłącznie kierujący Oplem, który – gdyby odpowiednio wcześnie rozpoczął hamowanie – miał techniczną możliwość uniknięcia zderzenia.
Twierdził, że alkohol wypił po powrocie
Seweryn T. przyznał się do zarzutów jedynie częściowo. Potwierdził, że prowadził samochód bez uprawnień. Jak ustalono, wcześniej stracił je w związku z sądowym zakazem prowadzenia pojazdów za jazdę po alkoholu. Po zakończeniu obowiązywania zakazu nie dopełnił procedur potrzebnych do odzyskania prawa jazdy.
31-latek nie przyznawał się jednak w pełni do odpowiedzialności za wypadek. Twierdził między innymi, że nie widział rowerzysty, ponieważ ten nie miał kamizelki odblaskowej, oraz że nie wiedział, w co uderzył samochodem.
Ucieczkę z miejsca zdarzenia miał tłumaczyć poleceniem innej osoby. Przekonywał również, że wysokie stężenie alkoholu wykazane w badaniach toksykologicznych było skutkiem wypicia pół litra wódki już po powrocie na posesję.
Ostatecznie przyznał, że to on musiał potrącić rowerzystę, ponieważ wskazywały na to uszkodzenia samochodu i pozostałe okoliczności zdarzenia.
Akt oskarżenia trafił do sądu
Prokuratura zarzuciła Sewerynowi T. prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości w warunkach czynu ciągłego oraz spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości i ucieczkę z miejsca zdarzenia.
Mężczyzna nadal przebywa w tymczasowym areszcie. Grozi mu kara do 20 lat pozbawienia wolności. O jego odpowiedzialności zdecyduje Sąd Rejonowy we Włodawie.
Czytaj także:



Napisz komentarz
Komentarze