– Dotarły do mnie sygnały, że z oczyszczalniami wybudowanymi z dofinansowania jest spory problem, a awarie zgłasza wielu mieszkańców. Pamiętajmy, że ludzie zainwestowali w te przyłącza własne pieniądze, a same instalacje musiały zostać wcześniej przez kogoś oficjalnie odebrane. Dlatego nie możemy zostawić ich samych sobie z tym kłopotem – apelował podczas ostatniej sesji radny Marek Żakowski, dopytując władze o plan naprawy tej sytuacji.
Wójt Alan Struski dość stanowczo zapewnił, że urząd absolutnie nie ignoruje zgłoszeń w tej sprawie. Jak tłumaczył, każda usterka jest na bieżąco analizowana i natychmiast przekazywana do firm, które zajmowały się montażem instalacji. Samorządowiec zaapelował jednocześnie do radnych o większe zrozumienie dla urzędników.
– Nie mogę zgodzić się z zarzutami, że gmina nic w tym temacie nie robi. Odbywaliśmy wizje lokalne, spotykaliśmy się w terenie z mieszkańcami i na bieżąco wzywamy wykonawców do poprawek. Mówimy tu o 53 instalacjach na terenie naszej gminy, więc to naturalne, że przy takiej skali problemy będą się zdarzać. Robimy jednak wszystko, co w naszej mocy, by te usterki jak najszybciej usunąć – tłumaczył wójt gminy Hańsk.
Włodarz zwrócił również uwagę na pewien paradoks związany z procedurą oddawania inwestycji do użytku. Okazuje się bowiem, że tuż po zakończeniu prac budowlanych właściciele posesji w ogóle nie zgłaszali zastrzeżeń do jakości wykonanych robót. Problemy zaczęły być podnoszone dopiero po jakimś czasie.
– Po wykonaniu każdej oczyszczalni wykonawca podpisywał z właścicielem nieruchomości protokół odbioru. Nie zdarzyło się, by w tamtym momencie ktokolwiek wnosił uwagi, a dopiero później zaczęły spływać do nas pisma z pretensjami, że na przykład ziemia nie została zgrabiona czy odpowiednio wyrównana – wyjaśniał samorządowiec.
Problem okazał się jednak znacznie poważniejszy niż tylko nieestetycznie rozrzucona ziemia wokół wykopów. Głos w dyskusji zabrał kolejny z samorządowców, który na własnym przykładzie opisał, jak niebezpieczne potrafią być ujawniające się po czasie wady konstrukcyjne.
– Przy moim odbiorze wszystko wyglądało w porządku i było równo, jednak ziemia się rozeszła, a same zbiorniki zapadły się co najmniej o dziesięć centymetrów poniżej poziomu gruntu. Włazy powinny wystawać ponad ziemię, a teraz znajdują się w dole, przez co jeśli przyjdzie ulewa, cała woda spłynie prosto do szamba – poskarżył się radny Stefan Filipczak, dodając, że również oczekuje w tej sprawie na pilną interwencję wykonawcy.


Napisz komentarz
Komentarze