Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy
„Zabiłem chłopa obok” – mówił Jan H.

Liszna. 12 lat za zabójstwo sąsiada. Sąd: Wyższa kara byłaby „ukrytym dożywociem”

Przed niemal pustą salą Sądu Okręgowego w Lublinie zapadł dziś (26 marca) wyrok w sprawie zabójstwa 78-letniego Witolda P. z Liszny w gminie Sławatycze. Jan H. ma spędzić za kratami ponad dekadę. Sąd nie miał wątpliwości co do jego winy, choć wymierzona kara jest znacznie niższa od tej, o którą wnioskowali prokurator i córki ofiary.
Liszna. 12 lat za zabójstwo sąsiada. Sąd: Wyższa kara byłaby „ukrytym dożywociem”
Sędziowie nie mieli wątpliwości co do winy oskarżonego. Sąd Okręgowy w Lublinie wymierzył Janowi H. karę 12 lat pozbawienia wolności za zabójstwo sąsiada

Autor: Dorota Hojda

Na ogłoszeniu wyroku nie stawił się nikt poza naszą dziennikarką. Ława oskarżonych, miejsca dla prokuratora oraz rodziny ofiary były puste. Mimo braku stron, przewodnicząca składu sędziowskiego SSO Aneta Świdzińska-Kozieł odczytała wyrok:

– Sąd oskarżonego Jana H. uznaje za winnego dokonania zarzuconego mu czynu, wyczerpującego dyspozycję art. 148 par. 1 k.k., i za to na podstawie tego przepisu skazuje go na karę 12 lat pozbawienia wolności.

Na poczet orzeczonej kary sąd zaliczył Janowi H. okres tymczasowego aresztowania, w którym przebywa od marca 2024 roku. Dodatkowo musi zapłacić zadośćuczynienie córkom zmarłego: 100 tys. zł dla jednej z nich oraz 50 tys. zł dla drugiej. Sąd zasądził także od oskarżonego na rzecz obu oskarżycielek posiłkowych kwoty po 7601,40 zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego – czyli musi zwrócić im za wynajęcie prawnika. Jednocześnie, biorąc pod uwagę sytuację zdrowotną i majątkową Jana H., sąd zwolnił go od ponoszenia pozostałych kosztów sądowych na rzecz Skarbu Państwa. Sąd nakazał również przepadek narzędzia zbrodni – noża o 15-centymetrowym ostrzu. Wyrok nie jest prawomocny.

O szczegółach tej sprawy pisaliśmy tutaj:

Pijaństwo nie uniewinnia

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Marek Woliński podkreślił, że dowody w sprawie są jednoznaczne, na co wskazywały przede wszystkim ślady na ubraniu i butach Jana H. Sąd dysponuje także dowodem w postaci wyskrobin spod paznokci zamordowanego mężczyzny, gdzie znaleziono materiał genetyczny pasujący do wymazu policzkowego oskarżonego 61-latka. Co więcej, z zeznań świadków wynika, że oskarżony przebywał w domu Witolda P. w południe 3 marca 2024 roku oraz następnego dnia rano. 4 marca 2024 roku, kilka godzin przed tym, zanim 78-latek został znaleziony martwy, Jan H. rozmawiał z kilkoma sąsiadami, którym przyznał się do zabójstwa. Początkowo jednak nie do końca wiedział kogo zabił.

– Pan H. cały czas mówi, że zabił człowieka. Nie identyfikował kogo. Mówił nawet, że zabił męża innej kobiety, myląc osoby. W zeznaniach jednego świadka zapis rozmowy, w której pan H. mówił: „zabiłem chłopa obok”. Świadek, po dopytaniu, kto mieszkał naprzeciwko, jednoznacznie wskazał, że mieszkał tam pan P. Cały krąg dowodowy jednoznacznie wskazuje na to, że Jan H. dokonał zarzucanego mu czynu i działał z zamiarem bezpośrednim – argumentował sędzia Marek Woliński.

Sąd odniósł się również do kluczowej kwestii poczytalności oskarżonego. Choć biegli stwierdzili u niego zaburzenia świadomości w typie majaczenia, stan ten nie stał się dla Jana H. taryfą ulgową. – Zachodzą tutaj okoliczności z art. 31 par. 3 k.k., które wyłączają stosowanie przepisów o niepoczytalności. Jan H. był w ciągu alkoholowym, a stan, w którym się znajdował, mógł i powinien był przewidzieć. Przepis ten jednoznacznie wskazuje, że dobrowolne wprawienie się w stan nietrzeźwości nie pozwala na uniknięcie odpowiedzialności karnej. Dlatego proces był prowadzony tak, jakby oskarżony był osobą w pełni poczytalną – wyjaśniał SSR del. Woliński. Działanie pod wpływem alkoholu, jak i wcześniejsza karalność Jana H. działały na niekorzyść Lisznianina.

Ukryte dożywocie

Podczas swoich mów końcowych sprzed dwóch tygodni zarówno prokurator Mateusz Malecki, jak i adwokatka Marta Palacz-Miłecka, reprezentująca córki oraz żonę Witolda P., domagali się dla oskarżonego kary 20 lat pozbawienia wolności. Podczas uzasadniania wyroku sąd uznał jednak tę propozycję za rażąco surową, biorąc pod uwagę zły stan zdrowia 61-latka. Jan H. choruje na cukrzycę i niedawno przeszedł amputację nogi.

 – Taka kara nie spełni celów resocjalizacji chociażby ze względu na wiek oskarżonego. Doprowadziłaby do całkowitej izolacji i byłaby takim „ukrytym dożywociem” – powiedział sędzia Marek Woliński.

W ocenie sądu kara 12 lat pozbawienia wolności spełnia wszystkie przesłanki, zarówno z uwagi na prewencję generalną, jak i indywidualną. – Sąd miał tu na uwadze bardzo wysoki stopień społecznej  szkodliwości tego czynu – podkreślał sędzia. Lubelski sąd nie orzekł także środka zabezpieczającego, o który wnosił prokurator. Mateusz Malecki chciał, by oskarżony po odbyciu kary więzienia trafił na terapię w zakładzie zamkniętym. Swój wniosek oparł na opinii biegłych, którzy wskazali, że zaburzenia osobowości i alkoholizm Jana H. stwarzają wysokie ryzyko ponownego popełnienia zbrodni. – Leczenie może być prowadzone w warunkach izolacji penitencjarnej, w systemie terapeutycznym w zakładzie karnym – przedstawił stanowisko sądu SSR Woliński.

Spór o bliskość rodziny

Ważnym elementem wyroku było tzw. miarkowanie zadośćuczynienia, czyli dostosowanie żądanych kwot do rzeczywistej siły więzi łączących córki ze zmarłym ojcem. Pełnomocniczka rodziny domagała się łącznie pół miliona złotych: po 200 tys. zł dla jednej z córek oraz dla żony zamordowanego, a także 100 tys. zł dla drugiej córki. Sąd jednak znacząco te kwoty obniżył, a w przypadku żony Witolda P. całkowicie oddalił wniosek, ponieważ zmarła ona w trakcie trwania postępowania.

Decydujące okazały się dowody przedstawione przez adw. Martę Palacz-Miłecką: wspólne zdjęcia, kartki okolicznościowe i billingi telefoniczne, które zadały kłam twierdzeniom oskarżonego o braku kontaktu jednej z córek z ojcem. – Z przedstawionych dowodów wynika, że regularnie zajmowała się ojcem i pomagała mu w sprawach życia codziennego. Dlatego sąd uznał, że kwotą adekwatną do poniesionej straty będzie 100 tys. zł – uzasadniał sędzia Marek Woliński.

W przypadku drugiej z córek sąd także zdecydował o przyznaniu niższej kwoty – 50 tys. zł. Sędziowie wskazali, że choć więź emocjonalna istniała, to realne relacje były trudniejsze i rzadsze ze względu na jej wieloletnią emigrację. – Wynika to z faktu, że od prawie 30 lat przebywała ona za granicą, co w naturalny sposób osłabiło codzienną bliskość – tłumaczył sędzia Woliński.

CZYTAJ TEŻ:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama Nieruchomości
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: m Treść komentarza: Mądrych inaczej nie brakuje. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zostanie przyjacielem sakiewki. Data dodania komentarza: 4.06.2026, 10:13 Źródło komentarza: Chełm. Przyjaciele Republiki z siedzibą w miejskiej jednostce? Miasto odpowiada: umowy nie było Autor komentarza: m Treść komentarza: No właśnie. Módl się abyś nie musiał osobiście ogłaszać zbiórki. Data dodania komentarza: 4.06.2026, 09:58 Źródło komentarza: Gm. Ruda-Huta. Szymka Zelenta wspiera także Ania Dąbrowska. Niezwykła wizyta w Dzień Dziecka Autor komentarza: franek Treść komentarza: Nie jesteś odosobniony. Masz rację. Problem w tym, że wielu nie wie, lub nie chce wiedzieć o prawdzie z przeszłości. Od zarania dziejów ludzie wyżynali się na wzajem. Data dodania komentarza: 4.06.2026, 09:55 Źródło komentarza: Oburzenie po decyzji Wołodymyra Zełenskiego. Czy Chełm zwróci tytuł Miasta Ratownika? Autor komentarza: Kosmita Treść komentarza: Jak zwykle będę odosobniony w swym spojrzeniu na powyższą sprawę, zresztą jak i wobec innych spraw i poglądów tu się dziejących. A co, to se będę. Ludziaki niezbyt lubią, jak im się prawdą chlasta po ślipiach a już szczególnie tego nie lubią Polacy i zaraz to Im udowodnię. Dawno, dawno temu, była sobie Rzeczypospolita Obojga Narodów, która swem władaniem sięgała daleko na wschód. Na tym wschodzie rozgościły się KRÓLEWIĘTA, tacy jak Radziwiłłowie, Ostrogscy czy Wiśniowiecy oraz inni. Rządy tych Ludziaków charakteryzowały się skrajnym wyzyskiem a czasami wręcz z bestialstwem, wobec tzw. TUTEJSZYCH, czyli Białorusinów i Rusinów, dziś zwanych Ukraińcami. Tych TUTEJSZYCH, niemiłosiernie traktowano nahajką a i wbijanie na pal, to była też normalka. Wszelkie sprzeciwy wobec MAGNATERII POLSKIEJ były topione we krwi. Królewięta nie byli skorzy do tego, aby uznać TUTEJSZYCH jako równych sobie. Na tym tle, to chyba Murzyn na polach bawełny w Alabamie miał żywot jak w RAJU. Tak zostali Polacy zapamiętani na wieki przez Ukraińców. Jak to się mówi, przychodzi kiedyś czas, gdy za grzechy PRADZIADÓW odpowiedzą PRA- PRA-, PRAWNUKI. Tak też stało się na Wołyniu. Pamięć w Ukraińcach o BESTIALSTWIE Polaków przetrwała wieki, tak teraz pamięć o BESTIALSTWIE UPA wobec Polaków też pozostanie na wieki. Nawet dziś w Polakach jest taka, niewypowiedziana chęć wywyższenia się nad tych dzisiejszych Ukraińców i żaden nie chce pamiętać: Nędza… głód… Jedna mogiła. Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą — i żadne usta długo nie mówiły: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Bo przeć Ukraińcy to CHAMY, prawda Polacy? napisał to skromny KOSMITA, oczywiście przywołując Imć Sienkiewicza, tak po prawdzie Lipka Polskiego. Data dodania komentarza: 3.06.2026, 18:40 Źródło komentarza: Oburzenie po decyzji Wołodymyra Zełenskiego. Czy Chełm zwróci tytuł Miasta Ratownika? Autor komentarza: Marek Treść komentarza: Tak niski wyrok to farsa, można? Można Data dodania komentarza: 3.06.2026, 17:52 Źródło komentarza: Zapadł wyrok po tragedii na Ogrodowej w Chełmie. W wypadku zginęło dwóch 18-latków
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama