Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 9 października 2026 13:40
Reklama baner reklamowy
Reklama
„Łykają nieraz tyle tych obrzydliwych kropli, że tracą na parę godzin przytomność.”

„Nowa wódka” sprzed stulecia. O lekach, które uzależniały gorzej niż alkohol

„Anodyny piją już w Księżopolu i mężczyźni, i kobiety, ba! nawet i dzieci” – alarmował anonimowy korespondent z powiatu biłgorajskiego na łamach Gazety Świątecznej w 1901 roku. W liście opublikowanym w numerze 1069. donosił o niepokojącym zjawisku na lubelskiej wsi: mieszkańcy zamiast wódki zaczęli odurzać się kroplami Hoffmanna – eterowo-alkoholowym specyfikiem kupowanym w aptece jako lek na omdlenia i „nerwy”.
„Nowa wódka” sprzed stulecia. O lekach, które uzależniały gorzej niż alkohol
Anodyna to niejedyny środek leczniczy, który w tamtym czasie zamienił się w środek odurzający. Ogromną popularnością cieszyły się również laudanum i eter

Źródło: Pexels

Dziś w serii Wieści z minionej niedzieli sięgamy po tekst sprzed 124 lat, w którym ostrzegano przed nowym, cichym nałogiem – nadużywaniem anodyny, czyli kropli Hoffmanna. W naszej coniedzielnej serii przypominamy dawne artykuły, listy i komentarze publikowane na łamach Gazety Świątecznej – popularnego czasopisma ukazującego się w od 1881 do 1939 roku. Pismo to, adresowane głównie do ludu wiejskiego i robotniczego, łączyło funkcję edukacyjną z troską o moralność i codzienność polskich rodzin. 

Gazeta Świąteczna, 30 czerwca 1901 r., str. 3

Nowe pijaństwo

Już kilka razy pisano w Gazecie o anodynach czyli kroplach Hofmanowskich, których coraz bardziej zamiast wódki ludzie po wsiach zaczynają używać. Oto piszą znowu ze wsi Księżopola w powiecie biłgorajskim, gubernji lubelskiej, że ludność tamtejsza już od lat kilku upija się owemi kroplami.

Anodyny piją już w Księżopolu i mężczyźni, i kobiety, ba! nawet i dzieci. Chłopcy kilkunastoletni zaprawiają się już do tego nowego pijaństwa i łykają nieraz tyle tych obrzydliwych kropli, że tracą na parę godzin przytomność. Gdy się wyjdzie w święto na drogę idącą do miasteczka Tarnogrodu, to można się przekonać, że od większej części ludzi powracających z miasteczka do wsi śmierdzi ta nowa wódka tak, że aż obrzydliwość bierze. Starsi, poważniejsi i światlejsi ludzie, wszyscy, komu tylko dobro ogółu na sercu leży, powinni wszelkiemi sposobami odciągać ludzi od tego nałogu i przestrzegać przed tym nowym wymysłem djabelskim.

Nie powinniśmy dopuścić, aby ta nowa wódka, groźniejsza daleko od dawnéj, weszła powoli w nałóg i rozszerzyła się wśród narodu tak, jak okowita. Dość już przecie jednego nieszczęścia!

Na histerię, czyli na wszystko

W drugiej połowie XIX i na początku XX wieku większość lekarstw nie była poddawana żadnym kontrolom jakości. Nie istniały urzędy dopuszczające preparaty do obrotu, nie obowiązywały rygorystyczne badania kliniczne, a dawki substancji czynnych były ustalane na oko – często przez aptekarzy lub samych pacjentów. Dodatkowo niemal wszystkie środki dostępne były bez recepty, co sprawiało, że można je było zażywać bez umiaru i nadzoru.

Lekarze często nie zdawali sobie sprawy z działania uzależniającego podawanych środków. Uzależnienie nie było jeszcze rozpoznanym pojęciem medycznym, a objawy zatrucia lekami mylono z objawami histerii, melancholii lub „nerwów”. Dotyczyło to szczególnie kobiet, którym znacznie częściej przepisywano anodynę, laudanum czy bromki jako „leki na uspokojenie” lub „na histerię”. Panie szukały ukojenia od przemęczenia, depresji poporodowej, przewlekłego bólu czy bezsenności. Ich skargi na wyczerpanie, lęk czy drażliwość traktowano nie jako realne cierpienie, lecz jako przejaw słabości płci.

W tamtej epoce nie istniało jeszcze rozróżnienie między uzależnieniem fizycznym a psychicznym, a kobiet cierpiących z powodu objawów odstawienia traktowano jako osoby histeryczne. Nawet gdy pojawiały się objawy somatyczne – drżenia, omdlenia, fizyczne uzależnienie – interpretowano je w kategoriach emocjonalnych. Kobieta była „delikatna”, „nadwrażliwa”, „trudna w obyciu” – nigdy uzależniona. Społeczne stereotypy była ponad leczeniem choroby.

„Starsi, poważniejsi i światlejsi ludzie, wszyscy, komu tylko dobro ogółu na sercu leży, powinni wszelkiemi sposobami odciągać ludzi od tego nałogu i przestrzegać przed tym nowym wymysłem djabelskim” – nawoływała Gazeta Świąteczna

Apteczne półki pełne pokus

W wielu środowiskach – szczególnie wiejskich i robotniczych – leki opiatowe zaczęto stosować nie jako narzędzie leczenia, lecz jako środek do regulowania emocji, snu i codziennego wyczerpania. Anodyna była tańsza niż wódka, działała szybciej, nie zostawiała zapachu alkoholu – stąd jej popularność. Ale dla wielu użytkowników oznaczała uzależnienie, utratę zdrowia, a nawet życia. Dopiero doświadczenia społeczne i medyczne I połowy XX wieku sprawiły, że leki zyskały status kontrolowanych substancji leczniczych – a nie łatwo dostępnych „domowych środków na wszystko”.

Choć anodyna była sprzedawana jako lek na omdlenia, nerwy i różnego rodzaju dolegliwości kobiece, jej skład – mieszanina eteru i spirytusu – czynił z niej niebezpieczny środek odurzający. Wzmianki o nadużywaniu kropli Hoffmanna pojawiały się w prasie już pod koniec XIX wieku. Problem nie dotyczył wyłącznie jednej miejscowości – Księżopola – ale miał charakter ogólnokrajowy. Anodyna była niedroga i łatwa do zdobycia. Można ją było kupić zarówno w aptekach, jak i u obwoźnych handlarzy. Stosowano ją nie tylko u dorosłych – podawano ją również dzieciom, w przekonaniu, że działa „na uspokojenie”. Trudno dziś ustalić, ile ofiar miała ta „apteczna wódka”, bo jej szkodliwość nie była wtedy szeroko rozumiana ani badana.

Przedwojenna buteleczka eteru do narkozy firmy E.R. Squibb & Sons; źródło: Wikipedia

Anodyna to niejedyny środek leczniczy, który w tamtym czasie zamienił się w środek odurzający. Ogromną popularnością cieszyło się również laudanum – nalewka alkoholowa na bazie opium, zawierająca około jeden procent czystej morfiny. Zalecano ją w przypadkach bólu, bezsenności, kolki i melancholii. Używano jej w domach, w szpitalach, a także w klasztorach. W praktyce oznaczało to szybki rozwój tolerancji i głodu narkotykowego. Problem ten dotykał nie tylko warstw najuboższych, ale również lekarzy, aptekarzy, artystów i nauczycieli. Morfina – silniejsza pochodna opium – była stosowana równie często i w podobny sposób. Nie była też traktowana jako niebezpieczna, a raczej jako środek „z wyboru” dla chorych i wrażliwych.

Eteromania – plaga II Rzeczypospolitej

Z czasem szczególne miejsce w polskiej kulturze nadużywania leków zajęła eteromania. Eter etylowy, który wchodził w skład anodyny, był też stosowany samodzielnie – do wdychania lub picia. Na terenach wiejskich, zwłaszcza w Małopolsce i na Suwalszczyźnie, stanowił on tanią i legalną alternatywę dla alkoholu. W dwudziestoleciu międzywojennym spożycie eteru osiągnęło taką skalę, że zaczęto mówić o „nowym alkoholizmie”. W niektórych szkołach po eter sięgało nawet 30–40 procent uczniów, a w parafiach ostrzegano przed nim z ambon. Eter powodował silne zatrucie ośrodkowego układu nerwowego i działał znacznie szybciej niż wódka. Częste były przypadki ślepoty, padaczki pourazowej i samobójstw.

Władze państwowe przez długi czas nie potrafiły skutecznie przeciwdziałać zjawisku. Zakazy sprzedaży i wprowadzenie recept okazały się niewystarczające. Eter był nadal dostępny – legalnie i nielegalnie – do lat 30. XX wieku. Współczesna farmakologia opiera się na wieloetapowym testowaniu i nadzorze nad obrotem lekami. Substancje takie jak morfina, kodeina, diazepam czy barbiturany podlegają ścisłej kontroli.

To, co dziś uznalibyśmy za uzależnienie i zatrucie lekowe, wówczas było na porządku dziennym – zarówno w domach, jak i w szpitalach. Dopiero w 1923 roku w II RP wprowadzono zakaz swobodnego obrotu morfiną, opium i kokainą. W kolejnych latach powoli ograniczano też sprzedaż eteru i innych środków psychoaktywnych.

Czytaj też:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: m Treść komentarza: Ciekawe jak będziesz reagował gdy sam zrobisz dzieci?????????????? O ile masz czym. Oprócz martwych przepisów jest jeszcze coś takiego jak empatia, której wielu mądralom brakuje. Data dodania komentarza: 9.10.2026, 12:37 Źródło komentarza: Chełm. Mama z wózkiem z dwójką dzieci nie mogła wsiąść do miejskiego autobusu. CLA wyjaśnia dlaczego Autor komentarza: m Treść komentarza: Umoczył i został odpowiednio potraktowany. W porządku. Oby naszych kierowców traktowano również sumiennie.Ale na Boga, gdzie napisano że to uchodźca??????????? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 12:27 Źródło komentarza: Kierowca tira deportowany z Polski. Podczas awantury w Wólce Okopskiej odepchnął policjanta Autor komentarza: miejscowy Treść komentarza: O znowu piąta kolumna Putina zabrała głos. Jak się miewa twój idol jak go nie dawno określiłeś Pan Putin????????? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 09:02 Źródło komentarza: Chełm się kurczy i starzeje. W rok ubyło ponad 770 mieszkańców. Na jedno urodzenie przypada ponad 2,5 zgonu Autor komentarza: CambodiaWellbeing Treść komentarza: Biedny uchodźca wojenny, zostanie deportowany i trafi na front a tam będzie musiał stosować przemoc fizyczna wobec ruskich a nie Polaków Data dodania komentarza: 9.10.2026, 09:02 Źródło komentarza: Kierowca tira deportowany z Polski. Podczas awantury w Wólce Okopskiej odepchnął policjanta Autor komentarza: Kapuczino Treść komentarza: Dokładnie, mieszkaniec od 50lat ma racje tereny są ładne jak wiele takich w Polsce ale żeby to był Cud to sporo brakuje serio. Data dodania komentarza: 9.10.2026, 07:45 Źródło komentarza: Krasnystaw. Kraszczady walczą o tytuł „Cudu Polski 2026”! Ostatnie dni na głosowanie!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama