Katastrofa ekologiczna na Glinkach

  • 13.07.2020, 10:19 (aktualizacja 17.07.2020, 07:43)
  • TWA
Katastrofa ekologiczna na Glinkach
Tony martwych ryb na brzegu i zjadające je robaki. Tak było w ubiegłym tygodniu nad Jeziorem Glinki w Okunince. Do tego przerażający smród padliny i gnijących traw. - Szkoda tego pięknego, spokojnego miejsca – mówią wczasowicze.

Przed tygodniem informowaliśmy, że przepływająca przez Okuninkę rzeka Tarasienka rozlała się na okoliczne pola i łąki. Zalała część Tarasiuk. Mieszkańcy, wczasowicze i samorządowcy myśleli, że nic gorszego już się w miejscowości nie wydarzy. Szybko okazało się, że to dopiero początek problemów. W czwartek, 2 lipca, służby Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska pobrały do badań próbki wody z Jeziora Glinki. Okazało się, że woda jest niedotleniona.

- Jeszcze tego samego wieczoru otrzymaliśmy pierwszy sygnał o tym, że coś niepokojącego dzieje się z rybami. Do brzegu podpływały wielkie sandacze. Ledwo żyły. Ściągnąłem ludzi z urlopu i wysłałem do Okuninki. Przez całą noc prowadziliśmy akcję zbierania ryb z brzegu oraz odławiania ich z Jeziora Glinki. W specjalnych pojemnikach przewoziliśmy je i wrzucaliśmy do Jeziora Białego. Chyba wszystkie przetrwały, bo nie miałem do dzisiaj sygnału, aby na plażę woda wyrzuciła jakieś martwe ryby. Za to pojawiły się one w sobotę na Glinkach – relacjonował we wtorek, 7 lipca, Krzysztof Daniłow, dyrektor biura okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Chełmie.

Jeszcze podczas weekendu okazało się, że w Glinkach pływają martwe ryby. Woda wyrzucała ich ogromne ilości. Od razu rozpoczęła się akcja sprzątania, w którą zaangażowano społeczną straż rybacką oraz strażaków ochotników z jednostki w Orchówku.

- Zbieraliśmy m.in. leszcze, szczupaki, karpie, sandacze. Do zważenia największego sandacza brakowało skali na wadze, a ta kończyła się na 25 kg. Sztuka mogła mieć około 30 kg albo jeszcze więcej – dodaje jeden z mężczyzn, którego spotkaliśmy nad jeziorem.

Niestety, ryby przeleżały na plaży w workach kilka dni, bo nikt nie chciał wziąć na siebie kosztów ich utylizacji. W rozkładającym się mięsie zagnieździły się robaki i pojawił się smród padliny.

- Ani związek wędkarski, ani Wody Polskie nie chciały zapłacić za utylizacji ryb. Zdecydowaliśmy, że pokryjemy koszty z budżetu powiatu, ale poinformowałem wojewodę lubelskiego, że wystawimy notę dla Wód Polskich o zwrot środków. Utylizacja jednego kilograma ryb kosztuje 2,50 zł, a każdego dnia zbieranych jest około 500 kg. Ponadto, skoro woda i wszystko, co się w niej znajduje, należy do Skarbu Państwa, to dlaczego my mamy ponosić koszty utylizacji martwych ryb – tłumaczy starosta powiatu włodawskiego Andrzej Romańczuk.

Jak doszło do katastrofy ekologicznej?

- Jej powodem jest wysoki poziom wód gruntowych, wywołany ulewnymi deszczami, jakie od tygodni nękają nasz region. Tarasienka zalała łąki. Następnie woda z gnijącą trawą popłynęła do Jeziora Glinki. Powstał proces gnilny, który mocno obniżył zawartość tlenu w wodzie. Prawdopodobnie wszystkie ryby w tym jeziorze zginą. Najgorsze jest to, że nadal często pada, co nie przyczynia się do utleniania wody – dodaje starosta.

Od środy, 8 lipca, do akcji zbierania martwych ryb lub odławiania tych, które jeszcze żyją, włączeni zostali żołnierze WOT. Z kolei władze gminy Włodawa ustawiły znaki informujące turystów o zakazie wchodzenia do wody.

Rozżalenia całą sytuacją nie kryją wczasowicze, którzy przyjechali nad Jezioro Glinki, aby spędzić wakacyjny urlop pod namiotem albo w przyczepie campingowej.

- Zapłaciliśmy niemałe pieniądze za miejsce na polu namiotowym, więc siedzimy. Od trzydziestu lat tutaj przyjeżdżamy. Zawsze była to enklawa spokoju. A teraz? Co to za urlop, skoro z namiotu lepiej nie wychodzić, bo smród, a do wody też nie wolno. 7-8 lat temu ryby też tutaj zdychały, ale wówczas skala problemu była nieporównywalnie mniejsza – przekonują nasi rozmówcy.

TWA

Gdzie spędzasz tegoroczne wakacje?

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
san
san 18.07.2020, 09:41
Sandacz ponad 25kg?? Ciężko w to uwierzyć bo rekord Polski to 15kg, a może to był sum?

Pozostałe