Chełm: Dramat przez zmowę milczenia

  • 16.04.2018, 08:22 (aktualizacja 19.04.2018 11:05)
  • DBEZ
Chełm: Dramat przez zmowę milczenia
W Sądzie Rejonowym w Chełmie toczy się sprawa z powództwa pani Agaty, która może niebawem stracić dach nad głową. Kobieta próbuje udowodnić, że mieszkanie, które zajmuje od 17 lat, zostało darowane jej mężowi Andrzejowi. Wszyscy sąsiedzi o tym wiedzieli, ale dziś niestety mało kto chce zeznawać...

Był rok 2001. Na karce papieru w kratkę dwaj koledzy Andrzej i Tomasz spisali pomiędzy sobą umowę darowizny budynku gospodarczego. Andrzej wynajmował wcześniej ten budynek od Tomasza i mieszkał tam razem z rodziną. Potem na umowie ktoś przekreślił słowo "gospodarczy" i wpisał "mieszkalny". Nie były to apartamenty - dwa pomieszczenia wraz z przybudówką bez łazienki. Ktoś by powiedział, że była to klitka przy byle jakiej drodze, mieszkalna komórka.

W umowie wykreślono też słowo "sprzedający" i poprawiając na "darujący". Widać wyraźnie, że myliły się im te pojęcia. Zresztą, obdarowany zapłacił za "darowiznę" 5 tys. zł. Dla niego była to kwota pokaźna, uiścił ją w ratach. Podpisali się pod dokumentem dwaj świadkowie. Nikt nie poszedł do notariusza. Umowę przekazano do gminy i na tej podstawie obdarowany został obciążony opłatami za media. Mieszkał jak u siebie.

A ceny nieruchomości rosły...

O sprawie zapomniano na kilkanaście lat. W tym czasie Andrzej zmarł, zostawiając młodą wdowę z trójką dzieci. Gdy kobieta się pozbierała i ułożyła sobie na nowo życie, wyremontowała popadający w ruinę domek, zrobiła łazienkę, kupiła nowy piec, wymieniła okna i dach. Żyła oszczędnie, nie kupowała zbyt wielu zabawek dzieciom, wszystkiego sobie odmawiała. Po latach okazało się, że musi się wynosić z domu, o który tak dbała. Bo się jej nie należy.

Można to wytłumaczyć. Wartość domu znacznie wzrosła po remontach. W dodatku gmina podciągnęła niemal pod same drzwi nową asfaltówkę. Postawiła tuż obok plac zabaw. Ktoś zaczął szacować stracony majątek...

- Dokąd mam się wynosić? Nie pracuję. Żyję tylko z zasiłków i wychowuję niepełnosprawną córkę. Nie spłaciłam nawet jeszcze wszystkich kredytów, jakie zaciągnęłam na remonty - załamuje ręce pani Agata.

W domu, z którego chcą ją wyrzucić, nadal żadnych luksusów nie ma. Jest tam kuchnia z małym stoliczkiem pod oknem i wielkim piecem centralnego ogrzewania oraz pokój zastawiony łóżkami. Z jednej strony niewiele, z drugiej - to wszystko, co ma.

Losem pani Agaty zainteresowała nas jej koleżanka. Przestraszyła się, że zdesperowana kobieta może popełnić samobójstwo. Poprosiła o pośpiech.

 

- Ona się boi, że straci dach nad głową. Jeżeli tak się stanie, nie będzie miała się gdzie podziać. Gmina twierdzi, że nie ma lokali zastępczych i nic jej nie da. Kto samotnej wdowie bez pracy i z dziećmi coś wynajmie? Widzę przecież, że się załamała - mówi koleżanka.

- Wiem dużo. Wszystko mogłabym opowiedzieć, ale bardzo bym nie chciała zeznawać - dodaje.

Koleżanka Agaty nie chce iść do sądu z wielu powodów. Mówi, że się boi, nie chce się kłócić, bo sama na tym straci. Wolałaby to załatwić jakoś inaczej. Może ktoś inny, nie ona...

 

Wynoś się albo podpisz!

- Chyba Tomasz wiązał jakieś nadzieje z moją córką, ale ona go odrzuciła - zasugerowała w sądzie matka Agaty.

Przez wiele lat zarówno darczyńca, jak i obdarowani żyli w zgodzie. Tomasz nawet pomagał Agacie przy remontach. Jednak w październiku 2016 roku zażądał od niej pieniędzy i kazał podpisać umowę najmu. Miała mu płacić po 150 zł miesięcznie.

- Miałam podpisać albo się wynosić. Dokąd miałam iść? To już była jesień. Podpisałam - wyjaśnia Agata.

Czynsz płaciła przez trzy miesiące. Potem, jak mówi, odwiedził ją brat pozwanego.

- Był około 2-3 miesiące po podpisaniu umowy najmu. Czytał te umowy i powiedział do mnie, że on wie, że odkupiliśmy od Tomasza mieszkanie, że mam nie płacić żadnych pieniędzy, mam kończyć remont i nic się nie bać, bo mnie stąd nikt nie wyrzuci - żali się Agata.

Kolejną umowę podpisała w styczniu, a w kwietniu dostała wypowiedzenie. Gdy przekonała się, że to nie przelewki, a Tomasz i jego rodzina nalegają na wyprowadzkę, poszła do radcy prawnego. Założyła sprawę w sądzie o ustalenie istnienia umowy użyczenia. Jako świadków podała osoby, które umowę podpisały, swoją matkę, brata darczyńcy i kilku innych znajomych, którzy dobrze wiedzieli, gdzie mieszkała i ile włożyła pracy i pieniędzy w remont.

W odpowiedzi na pozew Tomasz odpisał, że nie pamięta, czy umowę darowizny podpisywał, ale na pewno nieruchomości nie darował ani nie sprzedawał. Nigdy nie wyraził zgody na dożywotnie jej użytkowanie ani na remonty oraz przebudowę. Gdyby nawet uznano, że strony łączyła umowa użyczenia, to została rozwiązana w dniu, gdy zawarły umowę najmu.

Siostra stryjeczna pozwanego opowiedziała w sądzie, że Tomasz ciągle był pijany i często nie wiedział, co robi. Podpisując umowę, dał coś, co w tamtym czasie nie należało jeszcze do niego. To była nieruchomość spadkowa po jego rodzicach. Jednak nawet  siostra Tomasza, przyznała, że Agata inwestowała w dom, z którego chcą ją teraz wyrzucić.

 

Tak się dogadali

Świadkiem podpisania umowy był brat Agaty. Jego podpis widnieje na dokumencie. Przekonany był jednak, że dotyczyła on kupna, a nie darowizny. Pamiętał dobrze, że Andrzej zapłacił Tomaszowi w sumie 5 tys. zł. Brał na to kredyt i płacił w ratach. Umowę spisano na kartce, bez obecności notariusza. Jak zapewnia świadek, Tomasz przy podpisywaniu umowy był trzeźwy. Dopiero później opili szczęśliwy finał porozumienia.

Potwierdziła to w sądzie matka Agaty. Jak mówi kobieta, Tomasz nie tylko wziął pieniądze i podpisał umowę, ale też wiedział o remontach. Nawet przy nich pomagał - murował ściankę, malował, zalewał posadzki.

- Dopiero teraz robi z siebie alkoholika - zarzuca matka Agaty.

Za materiały budowlane i prace płaciła Agata. Poświadczył to wykonawca centralnego ogrzewania. Gdy wykonywał usługę, Tomasz przychodził towarzysko. Nie sprzeciwiał się remontowi.

Był jeszcze jeden świadek podpisania umowy darowizny. Potwierdził w sądzie, że złożył podpis pod dokumentem, ale umowy nie czytał. Jak zapewnia, był wtedy trzeźwy. Czy Tomasz  miał w tamtym czasie problem z alkoholem? - A kto nie lubi wypić? - odpowiada świadek.

Przesłuchany został również mieszkający w Chełmie brat pana Tomasza. Jak stwierdził, spadku się zrzekł na rzecz brata. Nie odwiedza go i więcej nic nie wie. Czy rzeczywiście nic nie wiedział? Agata jest innego zdania. Według niej jest wiele osób, które sprawę znały, a dziś nabrały wody w usta. Przez to nikt niczego nie chce potwierdzić. Na następną rozprawę w sądzie, która odbędzie się pod koniec maja, wezwany został kolejny świadek.

- Jeszcze teraz nie będę nic mówił, może później... - zapowiada pan Tomasz.

Imiona bohaterów tekstu zostały zmienione.


Teraz czytane:

Przy Gmachu powstaną nowe parkingi? Radni przechodzą od słów do czynu [CZYTAJ]

DBEZ
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Kryslc
Kryslc 17.04.2018, 07:27
I tutaj właśnie widać jak brakuje nam edukacji, podobnie było w mojej rodzinie po śmierci dziadków działkę przeją spadkobierca który rzekomo o sprzedaży nic nie wiedział. Notarialnine nikt tego nie potwierdził.

Pozostałe