Skarga na dyrektora miejskiego ZOZ

  • 27.10.2020, 08:38 (aktualizacja 30.10.2020, 08:07)
  • AN
Skarga na dyrektora miejskiego ZOZ
Ponad dwadzieścia osób podpisało się pod skargą skierowaną do prezydenta Chełma na dyrektora Miejskiego Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. W piśmie przysłowiowej "suchej nitki" mieszkańcy nie zostawili też na dyrektor departamentu spraw obywatelskich oraz wiceprezydent Dorocie Cieślik. Urząd miasta zapewnia, że przytoczone w piśmie sytuacje są nieprawdziwe i nie miały nigdy miejsca.

Autorom skargi nie podoba się sposób zarządzania miejskimi przychodniami przez dyrektora Mariusza Żabińskiego. Twierdzą m.in. że swoimi decyzjami, nie dość, że pozbawia pacjentów dostępności do podstawowej opieki medycznej, to "doprowadza notorycznie do upodlenia człowieka chorego".

Wpuszczanie rotacyjne

- Rozumiemy, że w tak trudnym czasie szalejącego wokół wirusa, należy zachować maksimum ostrożności, ograniczeń i samodyscypliny. Jednakże to, co wyrabia szanowny pan Żabiński, nie mieści się w żadnych normach - twierdzą oburzeni autorzy pisma. Na dowód przytaczają sytuację sprzed kilku dni, kiedy to podobno przed przychodnią przy Wołyńskiej w deszczu i chłodzie stał tłum osób w różnym wieku, w tym osoby starsze, ale i matki z małymi dziećmi, bo były wpuszczane rotacyjnie; jedna wychodzi - druga wchodzi.

- W środku przestrzenne korytarze świecą pustkami - przekonują niezadowoleni pacjenci. - Jakim trzeba być człowiekiem, żeby wymyślić taką procedurę, która każe z chorym dzieckiem czekać na powietrzu w deszczu i nie wpuścić ich do środka, nawet na korytarz przy zachowaniu wymaganych dystansów - dociekają. Autorzy skargi twierdzą ponadto, że próbowali spotkać  się z dyrektorem MSPZOZ i wyjaśnić problem, ale nie znalazł dla nich czasu.

Nikomu nie odmawiamy pomocy

W związku z pandemią w przychodniach miejskich obowiązują podobne zasady do tych, jakie wprowadziła większość przychodni w mieście. Jak tłumaczy dyrektor Mariusz Żabiński, podstawą kontaktu z pacjentem jest teleporada, co oczywiście nie oznacza, że ZOZ nie przyjmuje też pacjentów bezpośrednio.

- Wszystkie procedury, jakie wdrożyliśmy, mają na celu ochronę naszych pacjentów i pracowników. Lekarze kontaktują się z chorymi poprzez teleporady lub umawiamy bezpośrednie wizyty na konkretne godziny albo także zapisujemy na wizyty domowe. Nie ma potrzeby stania przed przychodnią - tłumaczy dyrektor. - Nieprawdą jest, że dzieci chore stoją na deszczu. Do lekarza można się zarejestrować telefonicznie, nie ma potrzeby czekania przed budynkiem. Wystarczy być 5 minut przed umówioną godziną. Jak tłumaczy dyrektor, nie ma mowy o przesiadywaniu godzinami w przychodni, bo to zagraża zdrowiu innych, a zwłaszcza osób, które i tak już są chore i mają osłabiony organizm.

- Ostatnio mieliśmy sytuację, że pani przyszła o godz.11 na usg, na które była zapisana na godz. 15.20. Nikomu nie bronimy dostępu do przychodni i na pewno nikomu nie odmawiamy pomocy, ale apelujemy o rozsądek. 50 proc. to przyjęcia bezpośrednie - przedstawia sytuację dyrektor Żabiński. - Kolejny przykład to mama, która miała u nas wizytę dentystyczną. Do przychodni przyszła z czwórką dzieci. To wielka niefrasobliwość.

Szef miejskiego ZOZ-u zapewnia, że jeśli pacjent przyjdzie na 5 minut przed umówioną wizytą, to w zupełności zdąży wypełnić ankietę, zdezynfekować się i przygotować do spotkania z lekarzem.

Problem z dostępem

Dyrektor Żabiński dementuje też, jakoby nie chciał się spotykać z pacjentami. Jest otwarty na rozmowę, ale jak mówi, nikt o nią w ostatnim czasie nie zabiegał. Ma natomiast świadomość, że kontakt telefoniczny z przychodnią w godzinach porannych może być nieco utrudniony.

- Problemy się zdarzają, mimo iż uruchomiliśmy dodatkowe numery telefonów. Niestety, obecnie jeśli numer do przychodni jest zajęty, dzwoniący otrzymuje sygnał, jakby nikt nie odbierał telefonu. To kwestia operatora. W związku m.in. z tym, wypowiedzieliśmy już umowę na usługi telefoniczne. Do końca roku trwa jednak okres wypowiedzenia - tłumaczy Żabiński. 

Przychodnie miejskie uruchomiły też rejestrację do laboratorium. Teraz pacjenci przychodzą na badania na konkretną godzinę. Wszystko po to, aby się niepotrzebnie nie gromadzić. - Dzięki temu unikniemy niepotrzebnych kolejek - apeluje szef MSPZOZ.

Współpracownicy też źli

Autorzy skargi chcieli porozmawiać na temat funkcjonowania miejskiego ZOZ z dyrektor departamentu spraw obywatelskich Moniką Zaborek, pod którą podlega placówka. Ponoć gdy przyszli do siedziby urzędu przy Lubelskiej, zostali przekierowani na Obłońską. Z Obłońskiej odesłani zostali do urzędu.

 - Taka zabawa w kotka i myszkę trwała kilka dni i wreszcie udało się nam dostrzec panią dyrektor, jak wychodzi z zakupami z "Kamienicy"-  sieci sklepów nieopodal urzędu miasta. Zmieszana umówiła się z nami na rozmowę na drugi dzień - relacjonują autorzy pisma do prezydenta. - Wysłuchała, z czym przychodzimy, pokiwała głową i z uśmiechem na twarzy zaczęła nas uświadamiać na temat pandemii i obostrzeń, robiąc nam wykład o kryzysowym zarządzaniu.

Skarżący, zawiedzeni kontaktem z dyrektor Zaborek, postanowili jak tłumaczą, spotkać się z wiceprezydent Dorotą Cieślik. I ten krok, jak piszą, okazał się "totalną porażką i szczytem bezczelności" ze strony zastępcy prezydenta Chełma. Sekretarka przekazała im bowiem, że prezydent Cieślik nie spotka się z nimi, bo nie byli umówieni, wolnych terminów już nie ma, poza tym "niech nie wymyślają niestworzonych rzeczy, bo przecież wszędzie są ograniczenia".

Zawiedzeni wyborcy

Niezadowoleni pacjenci piszą wprost, że prezydent Chełma nie ma szczęścia do współpracowników, że czują się zawiedzeni, bo głosowali właśnie na niego i liczyli, że coś się w mieście zmieni. I zmieniło, ale na gorsze, bo kiedyś pacjent był traktowany z należytym szacunkiem...

W związku ze skargą Urząd Miasta wystosował oficjalne stanowisko w tej sprawie, w którym czytamy, że "Niniejsze pismo nie spełnia kryteriów „skargi" i należy je traktować jako anonim, który ma na celu szkalowanie dobrego imienia wymienionych w nim pracowników Urzędu Miasta Chełm, jak i samego urzędu."

- W piśmie nie wskazano imienia i nazwiska autora, nie ma też danych adresowych, na które można byłoby przesłać odpowiedź. Pseudo skarga została złożona w kopercie bez wskazania nadawcy, a z wydrukowanym i naklejonym adresem Prezydenta Miasta Chełm, co jest kolejnym argumentem wskazującym na chęć zachowania anonimowości przez autora - wyjaśnia urząd miasta w oświadczeniu. - Dodatkowo tylko część podpisów jest czytelna, a ich wiarygodność jest wątpliwa, o czym świadczy podobny charakter pisma. Co więcej widniejące tam imiona i nazwiska tylko w dwóch przypadkach można powiązać z MSPZOZ w Chełmie – ale wskazują one osoby z roczników 1921 i 1920! Niemniej z konfrontacji sformułowanych zarzutów z wyjaśnieniami pracowników wynika, że przytoczone w anonimie sytuacje są nieprawdziwe i nie miały miejsca, co potwierdzają m.in. zapisy monitoringu, elektronicznego kalendarza czy też oświadczenia innych pracowników. Ewidentnie celem autora/autorów „skargi" było godzenie w dobre imię urzędu i pracowników, a nie merytoryczna dyskusja, mająca na celu rozwiązanie realnego problemu. Tego typu działania kwalifikują się do podjęcia stosownych kroków prawnych.

AN

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe