Bat na nieuczciwych diagnostów

  • 15.08.2020, 07:50
  • MP
Bat na nieuczciwych diagnostów
Stacje kontroli pojazdów znalazły się na celowniku Ministerstwa Infrastruktury. Zdaniem resortu, dotychczasowe zaostrzenia przepisów w diagnozie stanu samochodów nie przyniosły oczekiwanych efektów, więc trwają prace nad wprowadzeniem kolejnych rygorów. Nowe przepisy mają sprawić, że z polskich dróg całkowicie znikną samochody, których kondycja budzi choćby najmniejsze wątpliwości. Rozwiązaniem ma być ich fotografowanie.

Po tym, jak stacje diagnostyczne zaczęto poddawać coraz bardziej szczegółowych kontrolom, liczba usterek, które przymykano oko podczas przeglądów zmalała. Zdaniem Ministerstwa Finansów jednak niewystarczająco, ponieważ po polskich drogach wciąż porusza się zbyt wiele samochodów, które nie powinny takiego przeglądu przejść. Części nieuczciwych diagnostów udawało się obchodzić systemy monitorowania dokonywanych badań oraz podawania informacji do CEPiK. Ponadto ze statystyk wynika, że do części zdarzeń drogowych dochodziło także ze względu na zły stan samochodu, który posiadał ważny i potwierdzony pieczątką przegląd. Resort postanowił działać i rozpocząć prace nad zmianami w prawie o ruchu drogowych. Jak podaje w uzasadnieniu, nowe procedury mają wprowadzić metody „nadzoru nad systemem badań technicznych pojazdów, umożliwiające szybkie reagowania na ujawniane nieprawidłowości, a także wykonywanie działań prewencyjnych”.

Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim, właścicielom aut z wadami jeszcze trudniej będzie uzyskać pieczątkę w przeglądzie, nawet u zaprzyjaźnionych diagnostów. Pracownicy stacji diagnostycznych będą bowiem mieli obowiązek fotografowania badanego auta, a także dołączania zdjęć do szczegółowych wyników przeprowadzonej diagnozy stanu samochodu. Rozwiązanie to nie jest nowe, ponieważ stosuje się je już w innych krajach Europy. System ten wyjątkowo skutecznie sprawdził się w Czechach, gdzie wszyscy diagności otrzymali instrukcje, ile zdjęć poszczególnych elementów samochodu muszą wykonać. Przełożyło się to znaczne zmniejszenie niesprawnych pojazdów poruszających się po tamtejszych drogach.

Jest jednak i druga strona medalu. Wykonywanie dodatkowych czynności przez mechaników podczas badań technicznych, obejmujących także przygotowanie i prowadzenie dokumentacji, oznacza większe koszty dla właścicieli stacji. Tym samym, bardzo prawdopodobne jest, że część z nich zacznie postulować kolejne podwyższenie opłat za przeprowadzenie weryfikacji stanu auta.

Zmiany planowane przez resort mają wyeliminować z dróg wadliwe pojazdy, a także te, które zanieczyszczają powietrze i mają negatywny wpływ na środowisko. Ministerstwo chce zachęcać polskich kierowców do rezygnacji głównie z aut z silnikiem diesla i decydowaniu się na samochody elektryczne lub hybrydowe. Tylko w zeszłym roku badań technicznych nie przeszło ponad 540 000 z 17 600 000 polskich samochodów. Z tych 540 000 natomiast tylko 368 000 pojawiło się na stacji ponownie z naprawionymi usterkami. Według szacunków ministerstwa, zaostrzenie przepisów może przełożyć się na to, że w tym roku badań technicznych nie przejdzie znacznie więcej niż pół miliona samochodów.

MP

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (8)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Polak
Polak 17.08.2020, 09:00
Zmuszanie ludzi do komunikacji miejskiej teraz to głupota
Stefan
Stefan 17.08.2020, 08:53
Tutaj wchodzi też temat płacenia OC, gdyż jeżeli pojazd na przeglądzie uzyska negatywną opinię to OC i tak trzeba będzie płacić niezależnie od tego ile potrwa naprawa, a w innych krajach jest obowiązkowe OC ale płąci sięje tylko kiedy się jeżdzi autem i można przestać płaćić np. na sezon zimowy albo na czas dłuższej naprawy lub jeżeli che się użyć samochód na części. Coś to wygląda na to żę Polacy są dojeni z kasy na każdym kroku do przesady.
Kierowca
Kierowca 17.08.2020, 08:44
Myślę, że zaostrzanie czegokolwiek w czasie panującej obecnie sytuacji jest niedozwolone i bardzo negatywne. Ludzie nie powinni byc pozbawiani mozliwości poruszania się własnym autem i zmuszani do poruszania sie środkami komunikacji publicznej. Czas na takie rozwiązania będzie później, nie teraz.
kazio
kazio 15.08.2020, 14:25
Dore rozwiązanie. Połowa tych gratów nie powinna jeżdzić po naszych drogach
Wojtek
Wojtek 15.08.2020, 10:39
Mi się pomysł bardzo podoba. Ile można słuchać podbij pan, nie będę jechał ciągnikiem 10km czy nawet że śmierdzą ci moje pieniądze to jedę w inne miejsce. Dasz klientowi N to zaraz na innej stacji zrobią P mimo nie naprawienia usterek - tacy "diagności". Dobre są też tłumaczenia że nie mam pieniędzy na naprawę samochodu albo że dopiero kupiony a się czepiasz. Posiadanie samochodu to nie tylko wlewanie paliwa. Z takiego powodu w większości poupadały komunikacje miejskie i teraz problem bo bez samochodu się trudniej jest przemieszczać.
Jestem przekonany że jak będzie trzeba robić zdjęcie samochodu - najlepiej z 4 stron + z kanału podwozie to momentalnie kilkukrotnie N wzrośnie a może i ci "diagności" co takie coś dopuszczają do ruchu się zastanowią czy dadzą pozytyw mając na siebie dowody niesprawności pojazdu w postaci fotografii w dniu przeglądu.
Jeszcze by mogli dorzucić wrzucanie w system wyników z hamulców bo brak ręcznego czy nierównomierne hamowanie powyżej 30% to plaga.

Może ktoś to weźmie pod uwagę:
- zdjęcie pojazdu z 4 stron + podwozie
- wyniki z hamulców do programu ewentualnie nakaz zapisywania tych wyników w komputerze do wglądu (większość stacji to posiada, a które tego nie mają znaczy że są wiekowe i już dawno powinny zostać zmodernizowane lub zamknięte)
- wyniki z analizatora spalin
- comiesięczne kontrolowanie SKP przez nadzór ale z innego powiatu bo nie tajemnicą jest że plagą są "znajomości właścicieli stacji z podległym mu nadzorem".
- weryfikowanie tych wyników/zdjęć żeby to nie tylko zalegało na dyskach ale było kontrolowane
- zmiana karalności diagnostów, bo teraz to jest porażka że zrobić drobny błąd i kara tylko jedna - zabranie uprawnień, powinien być zakres typu kara od 1000zł do odebrania uprawnień w zależności od stopnia "pomyłki" diagnosty.

Pewnie dostanę dużo - ale mało mnie to interesuje, będą to - od własnie osób co jeżdżą takimi gruzami czy też praktykują te metody. Proszę nie pisać że polaka nie stać na sprawne/nowe auto. Jak nie stać to komunikacją publiczną/prywatną śmigać.
Darek
Darek 13.09.2020, 20:46
Dla każdego szefa stacji to najlepiej jak Diagnosta zamknie oczy i będzie klepał jak Reksio, Bardzo częsty przypadek ludzie kupują auta których po prostu nie stać na utrzymanie bo kogo stać utrzymać bolida z najniżej krajowej no a Polak próbuje.
abcd
abcd 14.09.2020, 09:43
Trafi w złą wersję silnikową lymuzyny z DE i łzy płyną. Kilka tysięcy złotych wsadzone w A4 B6 albo Passata B6 to nauczka na całe życie. Fiata naprawi się młotkiem i za 200 zł.
Wyjadacz
Wyjadacz 20.08.2020, 11:33
Nadgorliwość jest równie szkodliwa jak niechlujstwo. Zdrowego rozsądku i wiedzy nie zastąpi się nawet najlepszymi przepisami.

Pozostałe