Zdjęcie sporo powie

  • 18.04.2020, 10:18
  • MP
Zdjęcie sporo powie
W czasie epidemii warto poczekać z decyzją kupna samochodu. Co nie zmienia jednak faktu, że można cały czas przeglądać ogłoszenia w internecie i wstępnie ustalić ze sprzedawcą termin już po ustaniu zagrożenia. Czy to możliwe, by ocenić stan samochodu bez obejrzenia go na żywo? Na pewno nie znajdziemy w ten sposób wszystkich mankamentów, ale niektóre elementy mogą zwrócić naszą uwagę.

Do kupowania używanego auta zawsze trzeba podchodzić ostrożnie. Wśród sprzedawców - w większości uczciwych - trafiają się bowiem wyjątki, które psują renomę pozostałym. Nawet jeśli wydaje się nam, że w ogłoszeniu znaleźliśmy samochód marzeń, dokładnie przyjrzyjmy się temu, jak wygląda na zdjęciach bądź poprośmy sprzedającego o dosłanie dodatkowych. 

Pierwsza rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, jest wnętrze, które wraz z latami jazdy zwyczajnie się zużywa, szczególnie w autach z segmentów A – D (czyli od małych, przez miejskie i kompaktowe, aż do rodzinnych). Boczki drzwi, obicia foteli, podłokietnik, plastiki, kierownica czy mieszek drążka skrzyni zmiany biegów to elementy eksploatowane najszybciej. Można je oczywiście odświeżyć, ale jeśli będzie to zrobione tanim kosztem, na zdjęciach zauważymy niedokładne dopasowania materiałów. W autach powyższych klas nie jest to wielka wada, co innego w samochodach segmentu premium, gdzie materiały są już wyższej jakości i wytrzymałości. Takie detale mogą świadczyć o tym, że próba odnowienia wnętrza to ukrycie bardzo dużych przebiegów.

Niedopasowane elementy karoserii to kolejna warta uwagi kwestia. Szczeliny pod maską i przy zderzakach czy delikatnie przesunięty klosz lampy mogą świadczyć o nieciekawej przeszłości auta. Jeśli dostrzeżemy coś takiego na zdjęciach, a dodatkowo zauważymy też ogniska korozji, warto zapytać sprzedawcę o powód takiego stanu rzeczy. Jeżeli może udokumentować, co przyczyniło się do wymiany elementów i ich niespasowania, będziemy mieli jaśniejszą sytuację. W przeciwnym razie można dociekać, czy w ten sposób nie próbuje ukryć poważnych szkód. To samo tyczy się sytuacji, kiedy któryś z elementów został wymieniony na taki z innej wersji danego modelu.

Zaślepka w zderzaku to następny element, który wydaje się tylko szczegółem, ale może naprowadzić nas na istotny trop. Pod nią bowiem kryje się gwint do mocowania ucha holowniczego. Jeśli na zaślepce nie widać śladów zużycia to dobry znak. Jeśli zaś są lub zaślepki w ogóle nie ma, może to oznaczać, że auto było nieraz holowane, a to z kolei może świadczyć o jego awaryjności, bądź poważnym uszkodzeniu. Oczywiście zaślepka może się też uszkodzić w przypadku aut sprowadzonych, które trzeba umieścić na lawecie za pomocą haka holowniczego. Niemniej, jeżeli przy tym elemencie coś nas niepokoi, warto zapytać sprzedającego o przeszłość samochodu.

Przejdźmy do silnika. Część sprzedających przed wykonaniem zdjęć do ogłoszenia myje go, aby wyglądał estetyczniej. Ale uwaga. Mycie tej jednostki może też oznaczać próbę ukrycia jej wad, takich jak nieszczelności czy wycieki. Silnik zakurzony i wyglądający mniej estetycznie najczęściej oznacza standardową eksploatację. Ponadto zwróćmy uwagę, czy nie ma na nim rdzy. Jeśli zauważymy korozję, może to świadczyć o narażeniu auta na wilgoć (np. przez długi postój "pod chmurką") lub nawet o "powodziowej przeszłości".

Oglądając zdjęcia w ogłoszeniu, zwróćmy również uwagę na stan bieżnika, część sprzedających nie wymienia bowiem opon przed wystawieniem auta na sprzedaż. Jeśli jest nierówno wytarty lub ma wybrzuszenia, może to oznaczać nie tylko konieczność wymiany ogumienia i ustawienia zbieżności, ale również inwestycję w zawieszenie. To z kolei koszty od kilkuset złotych wzwyż.

Trudno natknąć się na takie ogłoszenie, gdzie pojawia się zdjęcie książki serwisowej pojazdu. Czasami jest to zwyczajne przeoczenie sprzedającego, czasami jednak może być działaniem celowym. Jeśli nie kupujemy auta od pierwszego właściciela i przechodziło ono przez kilku kolejnych, książka taka mogła zostać podrobiona lub wymieniona na fabrycznie nową. Jeśli sprzedawca zgodzi się przesłać nam jej zdjęcia, naszą czujność powinien wzbudzić ten sam charakter pisma oraz kolor tuszu. Z jednej strony można przyjąć, że użytkownik korzystał z usług jednego i zaufanego serwisanta, ale z drugiej nie można wykluczyć podrobienia dokumentów.

Podsumowując, przeglądając ogłoszenia i zdjęcia sprzedawanych w internecie samochodów, nie ulegajmy emocjom. Jeżeli któryś element czy najmniejszy szczegół budzi nasze wątpliwości, nie bójmy się dopytać o to sprzedającego. Oczywiście nie można z góry zakładać, że próbuje on wcisnąć nam wadliwy lub uszkodzony pojazd, ale ostrożności nigdy za wiele.

MP

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe