Matka wyrzucona, jak stary mebel | Super Tydzień

  • 14.06.2019, 17:47 (aktualizacja 17.06.2019, 09:55)
  • DBEZ
Matka wyrzucona, jak stary mebel | Super Tydzień
Konflikt rodzinny między matką a córką zakończył się skandalem. Starsza pani została wyrzucona z domu, który dała córce w darowiźnie. Zamieszkała obok w zagraconej komórce bez toalety i bieżącej wody. - To hańba, żeby w XXI wieku ktoś musiał mieszkać w takich warunkach! - mówią zszokowani mieszkańcy wsi.

- Córka wygrała sprawę o moją eksmisję. Tyle bzdur napisała do sądu. Mnie o nic nikt nie pytał... - mówi załamana 72-letnia Barbara z Pniówna.

Z tego, czego się w życiu dorobiła, została jej tylko stara wersalka, którą pod jej nieobecność wyniesiono do komórki. Własna córka przed nią zatrzasnęła drzwi domu. Wcześniej starsza pani mieszkała w kuchni. W końcu jednak okazała się zbyt uciążliwym lokatorem.

- Gdy mój mąż umarł, zostałam sama z córką. Pomyślałam, że przepiszę na nią ten dom, niech coś ma w życiu. Dwie moje córki już się dorobiły, postawiły domy. Nawet ich o zdanie nie zapytałam - wspomina pani Barbara.

Gdy była u notariusza, przez myśl jej nie przeszło, że powinna sobie zagwarantować dożywocie w tym domu.

- Wszystko było w porządku. Żyliśmy normalnie, jak rodzina. Pieniędzy nie było za dużo, ale hodowałam kaczki, kury, indyki. Córka nie pracowała. Cała moja emerytura szła w remont. Zawsze się dokładałam - tłumaczy pani Barbara.

W domu, z którego została wyrzucona, mieszkała od ponad 30 lat. W 2010 roku nabyła tę nieruchomość od Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Pniównie. W tym samym czasie oddała ją w darowiźnie córce.

Sąd uznał prawa właścicielki

W ostatnich latach zmieniała się sytuacja rodzinna w domu i doszło do konfliktów między matką i córką.

- To nie jest matka! To jest kat - mówi córka, którą w ubiegłym tygodniu poprosiliśmy o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. - Nikt nie chce mnie słuchać, nikt nie chce wiedzieć, co przeszliśmy. Mamy wyrok sądu i tego się trzymam - powiedziała dziennikarzowi, uchylając na chwilę drzwi domu.

Sąd ustalił, że gdy dom został darowany obecnej właścicielce, był w fatalnym stanie - "W pokoju na rogu była dziura, dach przeciekał. Pod łóżkami dzieci stała woda i była pleśń. W ganku był lód na podłodze". Powódka wraz z mężem wyremontowała budynek. Starsza pani tego nie chciała.

Zdaniem sądu, zachowania pani Barbary czynią uciążliwym zamieszkiwanie w jednym budynku z córką i jej dziećmi. Przez to nikt z rodziny i znajomych nie chce ich odwiedzać. Starsza pani powtarza sąsiadom, co usłyszała w domu, lub opowiada różne historie. Ta sytuacja jest dla rodziny córki bardzo trudna. Chodzi też za córką i jej dziećmi i patrzy im na ręce.

Zważywszy że 72-latka nie miała żadnych praw do nieruchomości, sąd orzekł, że powinna ją opuścić. Jednak miało to nastąpić dopiero po otrzymaniu od gminy oferty najmu lokalu socjalnego. Do tego czasu eksmisja została wstrzymana.

Pani Barbara odwoływała się od niekorzystnego dla niej wyroku, ale apelacja została odrzucona. - Córka tej pani przychodziła do urzędu gminy z oczekiwaniem, że matce zapewnione zostanie mieszkanie socjalne. Odpisywano jej, zgodnie z prawdą, że nie gmina nie posiada takiego lokalu - mówi wójt gminy Bożena Deniszczuk.

Eksmisja na dziko

Na początku ubiegłego tygodnia starsza pani wróciła do domu po kilkudniowej nieobecności. Jak mówi, od razu wyczuła, że coś jest nie tak. Na drugi dzień rano pojechała do przychodni na badania. Gdy wróciła, jej łóżko, meble kuchenne i rzeczy osobiste stały w komórce. Do domu nie miała już wstępu.

- To nie była eksmisja, bo nie tak ona się odbywa. Ta pani została umieszczona w budynku gospodarczym, w warunkach, w jakich nikt nie powinien mieszkać. Mogła zostać przeniesiona, ale do innego lokalu - mówi Beata Sienkiewicz, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wierzbicy.

- Pani Barbara ma bardzo dobrą opinię w lokalnym środowisku - dodaje kierowniczka.

- To jeszcze dziarska kobieta. Sama wokół siebie wszystko zrobi - mówią mieszkańcy. - Kiedyś córka z matką żyły w zgodzie i takich cyrków nie było - dodają.

Starsza pani koczowała przez dwa dni wśród starych, niepotrzebnych mebli i gratów. Za potrzebą chodziła do drewnianej wygódki. Myła się w misce. Największym jednak problemem okazał się brak kuchenki i czajnika. Nie mogła sobie nic ugotować, a powinna spożywać regularne posiłki, bo choruje na cukrzycę.

- Nie mogliśmy w takiej sytuacji zostawić naszej mieszkanki. Zadzwoniłam do przedsiębiorców, którzy wynajmują mieszkania lokatorskie. Skontaktowałam się z gminami posiadającymi mieszkania socjalne. Nie udało się nic znaleźć. Podjęliśmy decyzję, że pani na okres miesiąca zostanie umieszczona w Domu Pomocy Społecznej. Koszty pokryje gmina - mówi wójt Wierzbicy.

- Mamy deklarację córki, że do 10 lipca wyremontuje kuchnię i ją udostępni matce. Ta pani chce tam wrócić! - dodaje Deniszczuk.

Sprawy to jeszcze nie koniec, bo pani Barbara chce cofnąć darowiznę z powodu rażącej niewdzięczności córki. Sprawa sądowa ma się odbyć 8 lipca.

DBEZ
Podziel się:


Pozostałe