Z misją do Afryki | Super Tydzień

  • 24.05.2019, 08:42
  • AN
Z misją do Afryki | Super Tydzień
Chełmianka Joanna Janisz jest studentką V roku kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Pierwszy raz na misji medycznej w Tanzanii była w ubiegłym roku. Niedługo jedzie tam znowu. Pomóżmy wolontariuszce i jej koleżance Katarzynie Wilkosz - przyszłej położnej, opłacić ten wyjazd.

Studentki-wolontariuszki jadą do Afryki w ramach projektu realizowanego przez lubelską fundację AfricaMed, w której Joanna Janisz jest wiceprezesem. Organizacja od czterech lat  umożliwia swoim wolontariuszom wyjazdy do krajów misyjnych Afryki subsaharyjskiej (Kenia, Tanzania, Madagaskar), wysyła także sprzęt medyczny i prowadzi szkolenia z jego obsługi. Wolontariusze nie tylko pomagają leczyć, ale też opiekują się osieroconymi dziećmi, które spotykają na swojej drodze, podczas pracy w placówkach medycznych. W Polsce fundacja prowadzi szkolenia z higieny tropikalnej i pierwszej pomocy. Do tej pory wysłała do Afryki 12 osób.

Ten widok spędza nam sen z powiek...

Po raz pierwszy Katarzyna i Joanna wyjechały do Tanzanii w sierpniu 2018 r. Była to misja medyczna w szpitalu w Muganie, małej wiosce niedaleko miasta Bukoba, które jest stolicą regionu Kagera rozciągającego się wzdłuż drugiego co do wielkości słodkowodnego jeziora świata – Jeziora Wiktorii.

 - Sam szpital liczy około 175 łóżek, podzielony jest na cztery oddziały: położniczy, ogólny, chirurgię i pediatrię. Na wszystkich pacjentów przypada tylko trzech lekarzy, którzy ukończyli pełne studia medyczne oraz czterech oficerów medycznych, którzy spełniają część obowiązków lekarzy. Oprócz personelu lekarskiego w szpitalu pracują 33 pielęgniarki - wyjaśnia pani Joanna.

Ciężko opisać słowami, jak wielki smutek ogarniał ją, gdy widziała skutki nigdy nieleczonych chorób, czy spóźnionej pomocy.

  - W Afryce nie ma karetek, a szpitalu misyjnym brakuje podstawowego sprzętu. Pacjenci zwykle diagnozowani są na podstawie obrazu klinicznego, bez wykonania dodatkowej diagnostyki - opowiada Joanna Janisz. - Prawda jest taka, że ludzie w Afryce umierają z powodu braku dostępu do podstawowej opieki medycznej.

Jak wygląda praca wolontariuszy w szpitalu misyjnym? - Nasza codzienność polegała na uczestniczeniu w pracy szpitala. Brałyśmy udział w raportach, pomagałyśmy na porodówce. Ja znalazłam swoje miejsce na sali porodowej, odbierałam od położnej i badałam noworodki, bo zazwyczaj pozostawione były po urodzeniu same sobie. Po obchodzie często towarzyszyłam mojemu ulubionemu doktorowi Eliudowi na OPD (Outpatient Department – Izba Przyjęć), pomagałam mu przyjmować pacjentów. Razem badaliśmy chorych, dobieraliśmy leczenie - opowiada chełmianka. 

W październiku wolontariuszki wróciły do Polski, ale od razu wiedziały, że ponownie pojadą do Mugany – bogatsze o doświadczenie, z niezbędnymi, nowymi umiejętnościami oraz sprzętem, który poprawi pracę szpitala i uratuje niejedno życie.

W szpitalu nie ma EKG, KTG, sprawnie działających detektorów tętna płodu. - Planujemy w te wakacje dostarczyć ten sprzęt do Mugany i przeszkolić personel w jego obsłudze. Ponadto będziemy także służyć swoimi rękami i ogromnymi chęciami do pracy, pomagając w codziennym funkcjonowaniu szpitala - dodają.

We wtorki i czwartki w szpitalu Mugana odbywały się planowe operacje, więc często w te dni dziewczyny przebywały na bloku operacyjnym.W przerwach opiekowały się Renatką – osieroconą 5-miesięczną dziewczynką, której domem była dyżurka położnych.

Najważniejsze to się nie poddawać

Katarzyna i Joanna spotkały podczas swojej misji czwórkę osieroconych dzieci. Ich matka zmarła przy porodzie, ojciec niedługo potem na nowotwór. Wujka, który przejął opiekę nad dziećmi, zabrała malaria. Adelina (11 lat), Tume (8 lat) i Johanes (14 lat) przez trzy lata żyli w lepiance, bez dostępu do prądu, wody i często bez jedzenia. Czwarty chłopiec mieszka w oddalonym o kilkaset kilometrów sierocińcu. Swoje rodzeństwo poznał dopiero wtedy, gdy przywiozły je do niego wolontariuszki.

 - Nie zastąpimy im rodziców, ale nie zamierzamy zostawić ich samych. Postaramy zapewnić im to, co da się z naszego miejsca załatwić: szkołę, internat, odzież, rzeczy codziennego użytku - mówi Joanna.

Od stycznia 2019 Adelina, Tume i Johanes chodzą do szkoły z internatem, nie mieszkają już sami, mają nowe buty, zasypiają bez uczucia głodu. Udało się to wszystko zorganizować dzięki nowemu projektowi Fundacji AfricaMed "Weź mnie pod skrzydła".

- Miałyśmy kilka bardzo ciężkich dni. Podczas jednego z nich reanimowałyśmy noworodka na brzuchu mamy (takie wtedy były warunki). Niestety po kilkudniowej opiece dziewczynka, która urodziła się na naszych rękach, na naszych rękach też odeszła. Słyszałam kilka ostatnich uderzeń jej serca, nic nie dało się zrobić. Cierpienie matki było tak ogromne, że nam także było ciężko poradzić sobie z emocjami - wspomina chełmianka.

Mimo trudnych momentów Joanna utwierdziła się w przekonaniu, że wybrała właściwą drogę w życiu i kocha to, co robi. - Cieszę się, że udało się pomóc tam choć trochę. Chociażby przez ocalenie kilku maleńkich żyć - dodaje nasza rozmówczyni. 

 Potrzebna pomoc

 - Jesteśmy studentami i nasze możliwości finansowe pozwalają pokryć tylko część kosztów wyjazdu misyjnego. Pomóżcie nam zrealizować marzenia i razem z nami przyczyńcie się do poprawy sytuacji pacjentów szpitala misyjnego Mugana - apelują wolontariuszki, które w tym roku chcą wrócić do swoich afrykańskich przyjaciół.

Fundacja stworzyła projekt "Misja Mugana 2019" na portalu polakpotrafi.pl, a zebrane umożliwią wolontariuszkom – Joannie i Kasi tegoroczny wyjazd do Szpitala Misyjnego Mugana. Pomóc można, wysyłając darowiznę na konto bankowe: Fundacja AfricaMed, konto bankowe Idea Bank S. A: 73 1950 0001 2006 0036 3114 0002, tytułem: darowizna na cele statutowe.

AN

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe