Radna, co wójtowi się nie kłania

  • 27.01.2021, 08:14 (aktualizacja 29.01.2021, 10:37)
  • DBEZ
Radna, co wójtowi się nie kłania
Radny Wojciech Adamowicz zapowiedział publicznie, że trzeba zawiadomić prokuraturę o szantażu wobec radnej Teresy Chlebio. Radna nie uległa naciskom i głosowała na sesjach zgodnie ze swoim sumieniem, a po pewnym czasie wójt nie przedłużył jej mężowi umowy o pracę.

Radna Teresa Chlebio zwykle występowała na sesjach w imieniu innych osób, które - jej zdaniem - były przez wójta w pewien sposób pokrzywdzone. Tym razem zabrała głos we własnej sprawie, a właściwie wystąpiła w imieniu swojego męża, do niedawna konserwatora wodociągów w gminie Sawin.

Bez słowa wyjaśnienia został odprawiony

- Mój mąż stawiał się do pracy pomimo dolegliwości zdrowotnych. Zatrudniony był przez okres ponad trzech lat. Tylko raz  był na zwolnieniu lekarskim - opowiadała o swoim mężu radna.

Podkreślała, że to człowiek w wieku przedemerytalnym, oddany swojej pracy, zaangażowany i postrzegany jako dobry fachowiec. Wykonywał o wiele więcej zadań, niż to by wynikało z zakresu jego obowiązków. Był na każde zawołanie. Wraz z końcem roku skończyła się mu umowa o pracę. Mimo że rozmawiał z wójtem o tym, co będzie dalej, nie dostał jednoznacznej odpowiedzi. Nie zważając na swoje problemy zdrowotne, stawił się  do pracy w poniedziałek, 4 stycznia. Podpisał listę obecności, a w połowie dnia dostał informację, że ma przyjść do gminy po świadectwo pracy...Umowa o pracę mu wygasła, a nowej nie dostał.

- Nie kwestionuję postępowania pana wójta od strony prawnej. Umowa była terminowa, więc nie złamano przepisów. Istnieje jeszcze prawo niepisane, prawo ludzkie, przyzwoitości, godności. Co zadecydowało, że bez rozmowy zakończył pan współpracę? Czy tak postępuje pracodawca z pracownikiem w wieku przedemerytalnym? Dodam, że to pan zaprosił mojego męża do pracy w 2017 roku, obdarzając go zaufaniem, wypowiadając słowa, że jest fachowcem i wraca na swoje miejsce pracy - mówiła na sesja Chlebio.

Radna stwierdziła stanowczo, że to, co się stało z jej mężem, jest konsekwencją jej poglądów i głosowań na sesjach. Jak mówi, nie weszła w żadne powiązania i układy, nie dała się kupić.

Czy to zemsta, czy przypadek?

- To, że mój mąż długo nie popracuje, wypowiedziano w jednym z sawińskich sklepów. Cytuję: "Zostało ci niewiele do emerytury. I co ta twoja żona wyprawia".  A potem właściciel sklepu przyjechał do mnie po to, żeby mi uświadomić, że powinnam być lojalna wobec pana wójta - stwierdziła radna.

- Pan sklepikarz nie tylko u pani był w domu. Był też w gminie, w gabinecie, i też próbował na mnie wymusić lojalność decyzjami. I też mu się nie udało - głos zabrała przewodnicząca rady Iwona Wołoszkiewicz.

Radna Dorota Żuk potwierdziła, że mąż pani Chlebio był postrzegany w gminie jako "złota rączka". Co więc się stało takiego, że jest już niepotrzebny?

- Umowa się skończyła i tutaj nie ma nic do dodania, nic do ujęcia - odpowiedział wójt Dariusz Ćwir. Wielokrotnie podkreślił, że jest kierownikiem jednostki i zatrudnianie oraz zwalnianie pracowników należy do wyłącznych jego kompetencji.

- Żenada! Inaczej tego nie można nazwać. Przyzwyczailiśmy się do tego, że notorycznie jesteśmy szantażowani, wyzywani. Powtarzam się. Wspominałem o tym na ostatniej sesji, że takie sytuacje mają miejsce. Ten pan, który dopuścił się szantażu na radnej, powinien ponieść konsekwencje. Będę składał wniosek formalny do prezydium rady o zawiadomienie prokuratury, bo to był zwykły szantaż. Zbliżaliśmy się do ciężkich sesji absolutoryjnych związanych z referendum. Pan wójt myślał, że w ten sposób sobie nas podporządkuje. Ludzie mają własne sumienie i tak głosują. To tak nie może trwać! - argumentował radny Adamowicz.

Adamowicz wytknął wójtowi, że pod koniec roku rozdał kilkanaście tysięcy złotych na nagrody, a już 4 stycznia zaciągnął bez zgody rady 600 tys. zł kredytu.

- W tamtym roku też wiedziałem o nagrodach na dzień samorządowca. Przemilczeliśmy ten temat, pomimo tego, że w budżecie na koniec roku brakowało 200 tys. zł - atakował Adamowicz.

Z tego powodu gmina przyjęła od wspólnoty gruntowej darowiznę w kwocie 200 tys. zł i w zamian przejęła on niej drogę w zarząd, którą będzie musiała remontować. Zdaniem Adamowicza, była to lichwa, bo remonty tej drogi będą kosztowały nie 200 tys. zł, a 2 miliony zł.

Adamowicz się zagotował

- Teraz mówi się, że w gminie jest dobra sytuacja finansowa. Jaka dobra sytuacja? Palacze muszą pojechać do Malinówki, wyrżnąć pół lasu, żeby mieli czym w piecu palić. Rano ptaszki siedzą na gałęzi, wieczorem drzewo w piecu leży! To jest jakaś paranoja! - oburzał się na sesji radny. - W dniach wolnych to robią. Nikt im za to nie płaci. Dobrze, że się żaden wypadek nie wydarzył!

Adamowicz ujął się też za paniami sprzątaczkami, które w urzędzie gminy pracują na pierwszej linii - stoją w drzwiach urzędu i narażają się na kontakt z petentami, którzy mogą zarazić je koronawirusem. Inni pracownicy gminy się izolują w swoich gabinetach.

- Pan nie będzie decydował, co kierownik jednostki będzie robił w danej jednostce! - odpowiedział Adamowiczowi wójt Dariusz Ćwir. Jak stwierdził, z uwagi na to, że Adamowicz rzuca wysokimi kwotami, jak np. 2 miliony zł na drogę osiedlową przy zalewie, pani skarbnik na sesji była nieobecna.  - Czy zauważył pan w jakim stanie pani skarbnik wyszła z zebrania komisji statutowych? - zwrócił się do Adamowicza wójt. Najwidoczniej na komisjach ktoś musiał ją wyprowadzić z równowagi, więc na sesję już nie przyszła.

Wójt Ćwir potwierdził, że na nagrody dla pracowników wydał pod koniec roku 32 tys. zł, zgodnie z regulaminem wynagradzania, ale to jego zdaniem nieporównywalnie mniejsza kwota niż pieniądze wypłacane co miesiąc nauczycielom, dla których w styczniu faktycznie zabrakło pieniędzy i trzeba było je pożyczać.

- Jeżeli wycinamy jakiekolwiek drzewo, musimy mieć na to pozwolenie - odpierał zarzuty wójt, jakby do końca nie zrozumiał, co mu Adamowicz chciał powiedzieć, mówiąc o palaczach, którzy zanim zaczną pracę w kotłowni, muszą sobie naciąć drzewa.

DBEZ

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe