Druhowie spisali się na medal. Walka z ogniem [VIDEO]

  • 19.02.2020, 10:22 (aktualizacja 19.02.2020, 15:06)
  • GD
Druhowie spisali się na medal. Walka z ogniem [VIDEO]
Drewniana stodoła w Łopienniku Dolnym Kolonii płonęła, a przebywający w domu właściciel nawet nie był świadomy pożaru. Na pomoc ruszyli m.in. druhowie z Surhowa, Pliskowa i Małochwieja, którzy jechali drogą krajową i zauważyli kłęby dymu.

14 lutego bracia Andrzej i Marcin Krzyszczakowie wraz z kolegą Tomaszem Sawą jechali do Fajsławic, gdy około godz. 7.30 zauważyli pożar w Łopienniku Dolnym Kolonii.

- Słup dymu był widoczny z odległości kilku kilometrów. Nie zastanawialiśmy się ani chwili i pojechaliśmy sprawdzić, co tam się dzieje. Do takich akcji byliśmy przecież szkoleni. Na miejscu okazało się, że płonie cała stodoła. Na pomoc przybiegł również sąsiad właściciela posesji. Razem wezwaliśmy strażaków i przygotowaliśmy miejsce na ich przybycie - opowiada Marcin Krzyszczak z Surhowa.

loadingŁaduję odtwarzacz...

Choć paliło się dość intensywnie, 35-latek razem ze starszym bratem z Pliskowa w gminie Leśniowice i 38-letnim kolegą z Małochwieja w gminie Krasnystaw próbowali ratować dobytek. Doczepili linkę holowniczą do swojego samochodu i w ten sposób udało się im wyciągnąć ze stodoły ciągnik rolniczy. Wynieśli również część wyposażenia. Właściciel posesji powiedział, że usunęli jeszcze butlę gazową, która groziła wybuchem. Nie chcieli jednak ryzykować życiem.

- Na szkoleniach uczyli nas, że w trakcie pożaru butla może się rozszczelnić, ale nie musi wybuchnąć. Na szczęście, tak też się stało. Gaz ulotnił się i wypalił. Odłączyliśmy prąd, a akcją gaśniczą zajęli się już strażacy. Zostawiłem do siebie numer kontaktowy i pojechaliśmy dalej. Nic więcej nie mogliśmy zrobić - tłumaczy pan Marcin.

Budynek spłonął prawie doszczętnie, ale nikt nie ucierpiał. Straty wstępnie oszacowano na 100 tys. zł. Uratowane zostało sąsiednie pomieszczenie gospodarcze.

- Przypuszczalną przyczyną pożaru było zwarcie elektryczne w urządzeniu znajdującym się w budynku gospodarczym. Ogień strawił m.in. przyczepę samozbierającą, młocarnię, czyszczarki do ziół, 600 kg nasion konopi i 2 tony tymianku - informuje kpt. Kamil Bereza, rzecznik krasnostawskich strażaków.

Druhowie z Surhowa, Pliskowa i Małochwieja podkreślają, że zrobili to, co do nich należało i do czego byli szkoleni. Zresztą, jak mogło być inaczej, skoro pochodzą z rodzin o długich tradycjach pożarniczych lub za sąsiadów mają zawodowych strażaków.

- Można powiedzieć, że pożarnictwo mamy we krwi. Od dzieciństwa uczono nas, jak mamy się zachować w razie pożarów lub innych zdarzeń. Dlatego w takiej sytuacji nie mogliśmy pozostać obojętni - podkreśla Marcin Krzyszczak.

GD

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe