Śmierć na otwartym przejeździe

  • 10.04.2017, 09:25 (aktualizacja 15.04.2017 10:04)
  • MP, (apm)
Śmierć na otwartym przejeździe
Wtorek, godz. 17.30, przejazd kolejowy przy ul. Metalowej. Rogatki są podniesione. Pociąg osobowy, jadący z Lublina do Chełma, z ogromną siłą uderza w toyotę yaris. Pcha ją przed sobą przez kilkadziesiąt metrów. Auto spada z nasypu. W zmiażdżonym samochodzie ginie 51-letnia chełmianka. Ciężko ranna zostaje jej 14-letnia córka.

Marta Kowalczuk, która kilka sekund przed tą masakrą przejechała przez torowisko, wciąż jest w szoku. Ona zdążyła przed pędzącym pociągiem. Toyota jadąca za nią została po prostu zmieciona z drogi. 

Nic nie blokowało wjazdu

- O tej porze szlaban zawsze był zamknięty! Wiem to, bo zawsze o tej porze jeżdżę z synem na basen - opowiadała nam zdenerwowana. - A teraz rogatki były podniesione, nie słyszałam też sygnałów dźwiękowych. Dróżnika nie było na zewnątrz. Nie spojrzałam na boki, kiedy jechałam przez tory, rozmawiałam z synem o modlitwach, które miał powtórzyć na lekcję religii. Chwilę później usłyszeliśmy olbrzymi huk...

Pani Marta zatrzymała samochód i pobiegła do budki dróżnika. - Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że dróżnik siedzi za biurkiem, jakby zaspany albo w szoku. Powtarzał tylko "nie wiem, co się stało, nie wiem, nie wiem". Następnego dnia usłyszałam, że nie zamknął szlabanu, bo był w toalecie. Ale przecież nie mógł tam być, skoro zaraz po wypadku nie widziałam go nigdzie na zewnątrz i znalazłam w miejscu pracy.

Jak relacjonują inni świadkowie, hałas hamowania i ryk klaksonu podczas zderzenia pociągu z samochodem zmroził im krew w żyłach. Czas jakby się zatrzymał, nikt nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Kierowcy powtarzali, że widząc podniesione rogatki, też nie rozglądaliby się na boki, ufając osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo na przejeździe. Zwłaszcza, że budka dróżnika jest postawiona w miejscu znacznie utrudniającym widoczność. 

Jedna z kobiet mieszkających w pobliżu przejazdu, mówiła nam niedługo po zdarzeniu, że podobno nie pierwszy raz przejazd nie został zamknięty na czas.

- To cud, że przez tyle lat nic się nikomu nie stało, ale w końcu musiało dojść do tragedii - stwierdziła. - Ale to przecież normalne w naszym kraju, że muszą zginąć ludzie, zanim ci na górze zaczną się zastanawiać nad naszym bezpieczeństwem.

Co robił dróżnik?

Policja zatrzymała 49-letniego dróżnika, który był w tym czasie na służbie. Ustalono, że był trzeźwy. W czwartek doprowadzono go do prokuratury. Potwierdził, że przyjął i odnotował w dokumentacji sygnał, że ze stacji Zawadówka ruszył w jego stronę pociąg. Potem podobno poszedł na chwilę do toalety. Kiedy z niej wyszedł, usłyszał sygnał pociągu. Na zamknięcie rogatek było już jednak za późno...

Dróżnik to przeszkolony pracownik z około 20-letnim stażem. Podczas zeznań nie potrafił wytłumaczyć swojego zachowania.

- Zastosowano wobec niego policyjny dozór i zakaz opuszczania kraju. Został zawieszony w wykonywaniu pracy w zawodach związanych z ruchem kolejowym – mówi Andrzej Lebiedowicz, prokurator Prokuratury Rejonowej w Chełmie.

Prokuratura będzie też analizować, czy maszynista zrobił wszystko, co było w jego mocy, by nie dopuścić do tragedii.

Potrzeba krew

Obecnie mundurowi pod nadzorem prokuratury prowadzą postępowanie, które ma na celu wyjaśnienie okoliczności wypadku. Poszkodowana 14-latka przebywa w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie. Wiele osób o dobrych sercach odpowiedziało na apel o potrzebnej dla niej krwi. Każdy, kto chce pomóc, w czasie rejestracji powinien zaznaczyć, że chce przekazać krew dla Pauliny Nafalskiej. Grupa krwi nie jest istotna, ponieważ w banku krwi istnieje możliwość wymiany oddanej krwi na krew odpowiednią dla poszkodowanej w wypadku dziewczynki.

 System sprawny

- Wszystkie urządzenia na przejeździe były sprawne, dróżnik też został w odpowiednim czasie poinformowany o zbliżającym się pociągu - odpowiedziała nam w mailu Joanna Kubiak z zespołu prasowego PKP PLK S.A. - Dodatkowo przejazd był wyposażony w System Wspomagania Dróżnika Przejazdowego (SWDP), który gwarantuje pełną informację o ruchu pociągów. Nie wiemy, dlaczego dróżnik nie zamknął rogatek. To pracownik z długoletnim stażem i wymaganymi szkoleniami. W chwili zdarzenia był trzeźwy. Sprawę szczegółowo zbada i wyjaśni specjalna komisja.

Przedstawicielka PKP PLK S.A. dodaje również, że nigdy wcześniej nie było sygnałów o tym, że rogatki pozostawały podniesione w chwili przejazdu pociągu.

MP, (apm)

Zdjęcia (2)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (7)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Manki
Manki 16.04.2017, 18:53
Jak wszyscy w tych czasach mógł zawisnąć nad telefonem i chwilowo odłożyć sobie w czasie zamknięcie rogatek. Moze grał w grę, moze cos czytał, finał był tragiczny
ds
ds 10.04.2017, 16:52
Co z dziewczynką?
Gosc
Gosc 9.05.2017, 19:40
Niestety dzisiaj zmarla
Sąsiadka
Sąsiadka 10.04.2017, 16:39
Czy ktoś wie w jakim stanie jest dziewczynka?
Także jestem za żeby zebrać pieniążki na jej leczenie.
gość
gość 10.04.2017, 14:45
Szok jak w jednej sekundzie może zmienić się czyjeś życie
Edyta
Edyta 10.04.2017, 14:42
Moja córka jechała tym pociągiem, widziala przelatujace auto, bardzo smutny widok, części auta uderzaly w pociąg, dobrze, ze szyba w pociągu sama się obsuwala, bo i pasażerowie pociągu mogliby ucierpieć. Była bardzo roztrzesiona.
Pomocna
Pomocna 10.04.2017, 13:59
Moze ktos by pomyslal o zbiorce pieniazkow dla dziewczynki. Mysle ze w obecnym momecie bardzo sie przydadza na leczenie i pozniej na jakies proteze

Pozostałe