|
Na drodze Koczów-Sarniak
natura pokonała powiat
Przez Leszczany najpierw jedzie się w śniegowym wąwozie. Choć są tylko dwie koleiny, to samochody są w stanie się wyminąć. Im dalej w kierunku Sarniaka, tym biały wąwóz robi się coraz węższy. Tu już nie ma mowy o wyminięciu ani zawróceniu. Jedyna droga to cofanie. A jest ono koniecznością, bo w pewnym momencie droga się... kończy. Dalej już tylko śnieg. Prawie metrowa warstwa.
Widać, że powiatowe maszyny odśnieżające dojechały do tego miejsca i dalej nie były w stanie. – Powiatowe „odpadły“ wcześniej - prostuje Jerzy Senderski, mieszkaniec Leszczan. – Tu dotarł dutrą mieszkaniec wsi, wezwany na pomoc przez starostwo.
Choć może oryginalna węgierska dutra to nie była. Tak potocznie nazywa się kołowe ciągniki o bardzo dużej mocy. Grunt, że i ona nie dała rady. To takie miejsce, gdzie droga jest zawiewana każdej zimy. Jeśli się nie puści na drogę maszyny bezpośrednio po opadach, to będą problemy. Bo wiatry, które w tym miejscu mają się gdzie rozpędzić, będą systematycznie nawiewać nowe warstwy śniegu. Trzeba by utrzymywać w Leszczanach jedną maszynę, by dbała o tą właśnie trasę.
Ale droga ta, choć ma status powiatowej, jest wykorzystywana mniej, niż niejedna gminna. Większy ruch jest tylko wiosną i latem, gdy mieszkańcy Alojzowa i południowej części Leszczan zwożą siano z łąk. Potem słabnie, by zimą niemal zupełnie ustać. Mieszkańcy południowych krańców Leszczan bardziej są związani z gminą Leśniowice. Dzieci do szkoły chodzą do Teresina w gm. Leśniowice, a ich rodzice do sklepu jeżdżą do Alojzowa. Z resztą miejscowości i gminą Żmudź łączy ich tylko ta droga i listonosz. Tej zimy nie łączyło ich nic.
– Czternaście lat byłem radnym i ta droga była nieprzejezdna maksymalnie przez dwa dni - dodaje Senderski. – Ale nie prawie dwa tygodnie!
Senderski informował reprezentującego Leszczany w radzie żmudzkiej Czesława Judczyca (będącego równocześnie sołtysem). Bez efektu. W końcu skontaktował się z nami, a zaraz potem zadzwonił do gminy, mówiąc że Super Tydzień już poinformował o nieprzejezdnej drodze, a teraz ma zamiar zainteresować sprawą telewizję. Reakcja była natychmiastowa. Zaraz ze Żmudzi zadzwonił pracownik gminy, że droga będzie odśnieżona. Pan Jerzy nie spodziewał się, że aż tak szybko. W poniedziałek późnym wieczorem na drodze pojawiła się koparka. Pracowała przez całą noc, przebijając się przez trzystumetrową zaspę. We wtorek też pracowała, poszerzając drogę.
Dlaczego powiat zareagował dopiero, gdy mieszkańcy poinformowali media? Zdaniem dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych Krzysztofa Wojciechowskiego, był to przypadek. – Dopiero tego dnia mogliśmy ściągnąć tam ciężki sprzęt – wyjaśnia. – Bo wcześniej autentycznie nasze fadromy (koparko-ładowarki) nie dały rady. Musieliśmy sprowadzić koparkę, za którą szła fadroma i dopiero tym sposobem dało się udrożnić przejazd.
Zdaniem dyrektora Wojciechowskiego droga była nieprzejezdna najwyżej przez trzy dni. Sprawdziliśmy; ostatnie większe opady śniegu były z soboty na niedzielę, 13 na 14 lutego, więc minimalny okres nieprzejezdności był trzykrotnie dłuższy, dziewięć dni.
RHS
|