|
Lekarka odmówiła badania, bo dziecko płakało
W czwartek, 18 lutego, po południu pani Wioletta położyła 3-letniego synka Gabriela spać. - Mały obudził się około godziny 18. Miał wysoką gorączkę i problemy z oddychaniem. Wokół ust, pod nosem i na powiekach pojawiła się wysypka. Synek mocno kaszlał. Bałam się o niego, dlatego natychmiast poprosiłam szwagra, żeby zawiózł nas do pogotowia – opowiada pani Wioletta.
W Stacji Ratownictwa Medycznego przy ul. Wołyńskiej nie było innych pacjentów, wiec od razu weszła z synkiem do gabinetu lekarskiego. – Lekarka podciągnęła Gabrysiowi koszulkę i przyłożyła zimny stetoskop do jego piersi. Dziecko zaczęło płakać. Wtedy powiedziała: „Proszę zabrać dziecko, ja nie będę go badać”. Zaniemówiłam – opowiada zbulwersowana matka.
Lekarka wypisała skierowanie do izby przyjęć oddziału dziecięcego chełmskiego szpitala. - Nie pojechaliśmy tam, bo dziecko się dusiło, a w szpitalu zawsze trzeba długo czekać. Zdecydowałam, żeby pojechać do prywatnego gabinetu pediatry – tłumaczy kobieta.
Lekarka, która zbadała dziecko, zdiagnozowała zaawansowane zapalenie oskrzeli i krtani. - Pani doktor powiedziała, że przyjechaliśmy w ostatniej chwili, bo następnego dnia Gabryś miałby już zapalenie płuc. Dziecko dostało silny antybiotyk. Po kilkudziesięciu minutach jego stan zaczął się poprawiać. W końcu doktor pozwoliła nam wrócić z nim do domu – mówi.
Następnego dnia pani Wioletta złożyła u dyrektora pogotowia oficjalną skargę na lekarkę. - Rzeczywiście takie pismo do nas wpłynęło. Poprosiłem o wyjaśnienie osoby, które tego dnia miały dyżur. Zechcemy też porozmawiać z mamą chłopca. Rozumiem, że w takim przypadku jest dużo emocji, ale przede wszystkim musimy ustalić fakty. Z pewnością sprawę wyjaśnimy – mówi Marek Cydejko, dyrektor chełmskiej Stacji Ratownictwa Medycznego.
Maja Bajkiewicz
|